Stałem na szczycie potęgi, myśląc, że mam wszystko pod kontrolą. System, który budowałem przez lata, miał gwarantować stabilność na pokolenia. Wybierałem następców spośród najlepszych, ale gdy…

Stałem na szczycie potęgi, myśląc, że mam wszystko pod kontrolą. System, który budowałem przez lata, miał gwarantować stabilność na pokolenia. Wybierałem następców spośród najlepszych, ale gdy...

W roku 117 naszej ery Cesarstwo Rzymskie stało u szczytu potęgi, a mimo to właśnie wtedy zaczęły się ukryte procesy, które na długą metę miały doprowadzić je do upadku. Historycy spierają się, czy upadek Rzymu był powolnym chwianiem się, czy może formą transformacji, ale nowe analizy klimatyczne, ekonomiczne i militarne coraz mocniej wskazują na ukryte problemy już w złotej erze tak zwanych dobrych cesarzy. Zastanówmy się, co dokładnie poszło źle u szczytu potęgi i dlaczego tak szybko epoka złota zamieniła się w epokę żelaza i rdzy. Pierwszy problem dotyczył samego systemu sukcesji.

Thumbnail

August, stabilizując sytuację po upadku republiki, postawił na model dynastyczny. Formalnie cesarz wspierał potencjalnego następcę, a po jego śmierci Senat i wojsko obwoływały nowego władcę. System adopcji wydawał się genialny, szczególnie w przypadku pięciu dobrych cesarzy, którzy wybierali następców spośród szerokiego grona krewnych. Nerwa wyznaczył Trajana, Trajan adoptował Hadriana, Hadrian Antoninusa Piusa, a ten Marka Aureliusza.

Brzmi to jak idealny mechanizm, ale był w nim poważny wyłom. Wszyscy ci cesarze byli bezdzietni. System działał tylko dopóki władcy nie mieli własnych synów. Co jednak, gdy cesarz zapragnie przekazać władzę swojemu dziecku?

Kolejny problem czaił się w gospodarce. Imperium wydawało się niemal globalistyczne, z imponującą siecią wymiany towarów i transportem żywności przez całe imperium. Romanizacja prowincji postępowała, a mieszkańcy Hiszpanii czy Brytanii mogli zajść na sam szczyt, jak choćby Trajan i Hadrian. Jednak ta nowoczesność nie przekładała się na znaczny wzrost wydajności rolnictwa.

Ciężar wyżywienia imperium spadał na prowincje, a cesarstwo, aby zdobyć kolejne ziemie rolne, dosłownie przeżerało wszystkie dostępne zasoby naturalne. Wielkie wylesienie, niska wydajność, zmiany krajobrazu i ekosystemów. Do tego dochodził ogrom bogactwa potrzebny na utrzymanie armii liczącej od 300 do 500 tysięcy ludzi, co pochłaniało około połowy rocznych przychodów cesarstwa. W prowincjach zachodnich znajdowano monety gorszej jakości, co sugerowało, że stolice zrzucały na obrzeża gorszą walutę.

Armia również stawała się problemem. August przekształcił ją w profesjonalną instytucję ze służbą trwającą 25 lat. Jednostki pomocnicze, tworzone z mieszkańców prowincji, przewyższały liczebnością legiony, a służba w nich dawała na koniec obywatelstwo rzymskie. Jednak z czasem jednostki te coraz bardziej przypominały legiony, a polityka zasysania rekrutów z prowincji osłabiała ich potencjał.

W II wieku mieszkańcy Italii stanowili już mniej niż 10% całej armii, a w obliczu kryzysu Rzymianie musieliby rekrutować spośród kultur, które nadal potrafiły walczyć. Fascynujące jest, że kandydat na legionistę powinien mieć 177-183 cm wzrostu, podczas gdy przeciętny mieszkaniec Italii czy Brytanii mierzył 164 cm. Nic dziwnego, że rzymscy oficerowie interesowali się rosłymi i zdrowymi barbarzyńcami. Trzeci problem dotyczył zdrowia obywateli.

Rzymianie osiągnęli niespotykany poziom urbanizacji, sięgający 23%, czyli poziom Anglii z początku XIX wieku. Ale ta urbanizacja nie oznaczała skoku jakości życia. Cesarstwo stworzyło ekologię chorób. Skupiska miejskie o zagęszczeniu niewidzianym od stuleci, łatwość poruszania się i łączność, wszystko to ułatwiało rozprzestrzenianie się patogenów.

Badania wskazują, że 93% niżej urodzonych miało niedorozwój szkliwa, a wśród bogatszych wskaźnik ten wynosił 72%. Nawet sytuacja bogatych obywateli nie była różowa – jedynie 28% z nich przeszło przez dzieciństwo w odpowiednich warunkach. A przecież to tylko obywatele, bez niewolników, którzy mogli stanowić nawet jedną czwartą mieszkańców imperium. Czwarty problem to nierozwiązywalne granice.

Hadrian zrobił pierwszy krok w stronę zatrzymania ekspansji, wyznaczając Eufrat za granicę imperium. Ale polityka defensywna wcale nie była tańsza od ekspansji. Do tej pory każdy wódz mógł liczyć na wzbogacenie się dzięki złupieniu bogatego sąsiada. Zatrzymanie podbojów oznaczało konieczność utrzymania ogromnej armii, aby reagować na zagrożenia w różnych zakamarkach imperium.

Co więcej, Rzymianie tworzyli więzi z państewkami i plemionami za granicą, ale wieloletnia stabilizacja wzmacniała te organizmy. Jak zauważa jeden z historyków, iluzja pokoju w brutalnych czasach starożytności prowadziła do sugestii, że Rzym stał się słabszy. Piąty problem ujawnił się za panowania Marka Aureliusza, który uchodzi za ostatniego z dobrych cesarzy. Już w 161 roku wybuchła wojna z Partami, która zakończyła się zwycięstwem Rzymu, ale legioniści powracający do domu rozprzestrzenili zarazę, prawdopodobnie ospę, po całym imperium.

Śmiertelność wynosiła między 10 a 20%, a imperium cofnęło się pod względem populacji o 100-150 lat. Ubytek demograficzny, spadek podatków, ogromne straty w armii. Na granicy naddunajskiej pojawiły się plemiona naciskane przez Gotów, a po raz pierwszy od 101 roku przed naszą erą Italia została najechana przez wroga. Marek Aureliusz musiał też zmierzyć się z uzurpatorem Awidiuszem Kasjuszem, który ogłosił się cesarzem po fałszywych doniesieniach o śmierci Marka Aureliusza.

Kasjusz został zamordowany przez własnych żołnierzy, ale cała sprawa ujawniła wrażliwość imperium. Marek Aureliusz podjął kontrowersyjną decyzję o integracji ludów, z którymi krwawo wojował. Osiedlił Germanów na terenach naddunajskich, wysłał Sarmatów do Brytanii. Proces romanizacji został przyspieszony, ale były to plemiona słabo podporządkowane.

Cesarz rozważał też utworzenie nowych prowincji na niespokojnych terenach, ale przerwała to jego śmierć. A w 166 roku Marek Aureliusz zerwał z tradycją adopcji i ogłosił swoich młodych synów, w tym ledwie pięcioletniego Kommodusa, Cezarami. Komodus objął samodzielne rządy w 180 roku i zasłynął okrucieństwem oraz zamiłowaniem do walk na arenie. To na jego rządy przypadło wygaśnięcie działań wojennych nad Dunajem, co niektórzy historycy odczytują jako zaprzepaszczenie pracy jego ojca.

Najmocniej jednak Komodus zrażał sobie rzymskie elity, co ostatecznie doprowadziło do jego skrytobójczej śmierci. Po nim cesarz Pertynaks próbował zreformować zepsuty system wynagrodzeń dla wojska, ale za swoją inicjatywę został zabity przez własnych żołnierzy. Był pierwszym z pięciu władców, którzy tego roku zasiadali na tronie. Rok pięciu cesarzy ujawnił przyszłą tendencję do rozwiązywania problemów sukcesyjnych przemocą.

Choć Septymiusz Sewer uspokoił sytuację, to sam doszedł do władzy z pomocą wojska. Wojny domowe miały osiągnąć intensywność znaną z ostatnich 100 lat republiki. Od 217 roku aż do końca imperium najdłuższe okresy bez wojny domowej trwały ledwie 10 lat. Wojny domowe nie wzmacniały Rzymu, po prostu występowały zbyt często i przeżerały nadwyżki populacji.

Cesarstwo wykazało się niezwykłą wytrwałością i od 117 roku do upadku potrzeba było jeszcze 350 lat. Mimo to to właśnie decyzje podejmowane u szczytu potęgi wpływały długofalowo na kolejne pokolenia. Augustiańska koncepcja cesarstwa nie przetrwała III wieku, a w IV wiek imperium wkraczało kompletnie odmienione i coraz bardziej wrażliwe na liczne problemy. Zaraza Antoninów, wybór Komodusa, wojny z Partami, niespokojna granica naddunajska – wszystko to tworzyło niebezpieczną mieszankę osłabienia wewnętrznego, politycznej niestabilności i zagrożeń zewnętrznych.

To szokujące, jak szybko era złota przechodziła w erę żelaza i rdzy.