Obudziłam się w dniu swoich dwudziestych urodzin w łóżku obcego mężczyzny. W jego koszuli. W apartamencie, którego utrzymanie kosztowałoby więcej niż mój roczny czynsz. Nie pamiętałam, jak się tam…

Obudziłam się w dniu swoich dwudziestych urodzin w łóżku obcego mężczyzny. W jego koszuli. W apartamencie, którego utrzymanie kosztowałoby więcej niż mój roczny czynsz. Nie pamiętałam, jak się tam...

Światło wpadające do pokoju było tak ostre, że Ruby natychmiast zamknęła powieki. Głowa pulsowała bólem, a w ustach miała suchość pustyni. Kiedy ponownie otworzyła oczy, ujrzała sufit, którego nie znała. Wysoki, biały, z nowoczesnym żyrandolem.

Thumbnail

Gdzie ja, do cholery, jestem? Spróbowała usiąść i wtedy to poczuła. Jedwabiste prześcieradła na nagiej skórze. Ogromne łóżko.

I męska koszula na sobie. Biała, lniana, pachnąca drogimi perfumami, z nutą cedru i czegoś ciemniejszego, bardziej niebezpiecznego. Serce zaczęło jej walić jak młotem. Wspomnienia wracały chaotycznie.

Bar, drinki, śmiech. Mężczyzna o ciemnych, intensywnych oczach, który patrzył na nią tak, jakby była jedyną osobą w zatłoczonym lokalu. Jego głos, niski i aksamitny. Dotyk jego dłoni na jej talii.

Pocałunek w windzie. Obudziła się w dniu swoich dwudziestych urodzin w łóżku obcego mężczyzny. Rozejrzała się po sypialni z narastającą paniką. Minimalistyczny luksus, ciemne drewno, nowoczesna sztuka.

Przez panoramiczne okno widać było panoramę Nowego Jorku, Central Park wyglądał jak zielona plama w dole. To musiał być Upper East Side. Ruby nie była dziewczyną, która budzi się w obcych łóżkach. Pracowała na dwóch etatach, żeby utrzymać siebie i młodszą siostrę Lily.

Studiowała wieczorowo psychologię. Jednonocne przygody z przystojnymi nieznajomymi w apartamentach wartych miliony nie były w jej stylu. A jednak. Jej burgundowa sukienka leżała starannie złożona na krześle.

Szpilki stały równo pod spodem. Torebka była na nocnym stoliku. Ktoś uporządkował jej rzeczy. Ten drobiazg sprawił, że zamiast strachu poczuła dziwne ciepło.

Wstała powoli, nogi miała jak z waty. Ruszyła w stronę okna, żeby złapać oddech. Nagle przypomniała sobie o pracy. Zmiana w kawiarni w Brooklynie zaczynała się o dziesiątej, a zegar wskazywał 9:20.

Odwróciła się gwałtownie po swoją sukienkę, gdy drzwi sypialni otworzyły się. Mężczyzna, który wszedł, sprawił, że zapomniała, jak się oddycha. Samuel De Marco był jeszcze bardziej oszałamiający w świetle dnia. Wysoki, szeroki w ramionach, w czarnej koszuli z podwiniętymi rękawami.

Jego dłonie pokrywały misterne tatuaże, które znikały pod materiałem i wchodziły na prawą stronę szyi. Ale najbardziej hipnotyzujące były jego oczy. Ciemne, prawie czarne, intensywne. W rękach trzymał tacę z kawą i ciepłymi croissantami.

– Dzień dobry, Ruby – powiedział tym samym aksamitnym głosem, którym wczoraj szeptał jej do ucha rzeczy, których wolała nie pamiętać. – Pomyślałem, że możesz być głodna. Uświadomiła sobie, że stoi w samej jego koszuli, z rozczochranymi włosami i rozmazanym makijażem. – Muszę iść – wydukała.

– Mam pracę. Gdzie jest łazienka? Samuel uśmiechnął się lekko. – Tam.

Ale może najpierw coś zjesz? Masz dwadzieścia minut, żeby zdążyć do tej kawiarni w Williamsburgu. – Skąd wiesz, gdzie pracuję? – Sama mi powiedziałaś.

Mówiłaś dużo wczoraj o siostrze Lily, która uwielbia malować, o studiach, o dwóch pracach. O tym, że to twoje dwudzieste urodziny i że koleżanki cię namówiły na wyjście. Poczuła, jak rumieniec wypełza jej na policzki. – Wczoraj to był błąd.

Nie robię takich rzeczy. To nie jestem ja. – Wiem – powiedział spokojnie. – Dlatego pozwoliłem ci spać.

Nic się nie stało. Pocałowaliśmy się w windzie, ale kiedy tu dotarliśmy, położyłem cię do łóżka. Spałem na kanapie w salonie. – Dlaczego?

– Bo nie jestem dupkiem. I bo byłaś zbyt interesująca, żeby to miał być tylko jeden wieczór. Patrzyli na siebie w ciszy. Ruby poczuła, jak coś w jej piersi się rozluźnia.

Ulga, wdzięczność i coś jeszcze. Coś cieplejszego i bardziej niebezpiecznego. Pół godziny później siedziała w czarnym BMW, z włosami wilgotnymi po prysznicu i zawiniętym croissantem w torebce. Kierowca Markus wiózł ją przez miasto.

W kieszeni miała wizytówkę Samuela. Czystą, czarną, ze srebrnym tłoczeniem. Na odwrocie dodał odręcznie numer telefonu. — Zadzwoń — powiedział na pożegnanie.

— Jeśli będziesz chciała. W kawiarni Karla, jej menedżerka, od razu zauważyła biały kołnierzyk męskiej koszuli wystający spod sukienki. Ruby zostawiła ją sobie, bo wstydziła się ją zwrócić. — To skomplikowane — mruknęła Ruby.

— Najlepsze historie zawsze są skomplikowane — roześmiała się Karla. Wieczorem, w księgarni, gdzie pracowała na drugą zmianę, pan Henderson wręczył jej prezent urodzinowy. Pierwsze wydanie „Wielkiego Gatsby’ego”. Staruszek uściskał ją mocno, gdy dziękowała mu ze łzami w oczach.

Był dla niej jak dziadek, którego nigdy nie miała. Tuż przed zamknięciem do księgarni wszedł wysoki mężczyzna w garniturze. O twarzy twardej, pooranej bliznami. Ruby poczuła niepokój, zanim jeszcze się odezwał.

— Czy pracuje tu Ruby Lawson? — zapytał. — Kim pan jest? — Nazywam się Markus.

Pracuję dla pana De Marco. Kazał mi dostarczyć to. Położył na ladzie czarne, aksamitne pudełko i wyszedł, zanim zdążyła zaprotestować. W środku był delikatny złoty naszyjnik z wisiorkiem w kształcie otwartej książki, wysadzanej diamentami.

Przy nim karteczka: „Każda dobra historia zasługuje na więcej niż jedną stronę. S. ”

Ruby zamknęła oczy. Jej starannie wznoszone mury zaczynały pękać.

Przez trzy dni nosiła wizytówkę Samuela w kieszeni, nie mając odwagi zadzwonić. Co noc leżała w swoim małym pokoju, słuchając oddechu śpiącej Lily za przepierzeniem, i patrzyła na naszyjnik na nocnym stoliku. Czwartej nocy wystukała numer. Zanim zdążyła się rozmyślić, nacisnęła połączenie.

— Ruby. Jego głos sprawił, że zapomniała, jak się oddycha. — Skąd wiedziałeś, że to ja? — Czekałem na twój telefon od trzech dni.

Zapisałem twój numer, gdy Markus dostarczył naszyjnik. Dostałaś go? — Tak. Samuel, to było za dużo.

Nie mogę tego przyjąć. — Przyjęłaś, więc możesz. Rozmawiali przez piętnaście minut o wszystkim i o niczym. O książkach, o muzyce, o tym, czy nowojorska pizza jest najlepsza na świecie.

Było łatwo i naturalnie, jakby znali się od lat. — Co robisz jutro wieczorem? — zapytał. — Pracuję do ósmej.

— Kolacja o dziewiątej? Powinna odmówić. Być rozsądna. Ale powiedziała:

— Dobrze.

Następnego wieczoru Samuel czekał na nią przed elegancką restauracją. Ruby miała na sobie jedyną ładną czarną sukienkę, którą posiadała. Poprowadził ją do środka, kładąc dłoń na jej plecach. Kelner znał go po imieniu.

Podczas kolacji Samuel powiedział jej o swojej rodzinie z Sycylii, o ojcu, który zmarł dziesięć lat temu, o braciach. Ona opowiedziała mu o matce, która przegrała z rakiem, o ojcu, który załamał się i zniknął, o tym, jak w wieku siedemnastu lat musiała dorosnąć z dnia na dzień, żeby nie zabrano jej Lily. — Co, jeśli robię wszystko źle? — wyszeptała, obracając kieliszek w palcach.

— Co, jeśli jej szkodzę? — Fakt, że się martwisz, znaczy, że kochasz ją bardziej niż cokolwiek. To już czyni cię dobrą opiekunką. Nikt nigdy nie powiedział jej czegoś takiego.

Gdy wracali do niej, Samuel nagle ściszył głos. — Ruby, muszę ci coś powiedzieć. Moja rodzina, mój biznes… to nie jest zwykła korporacja. Robimy rzeczy, które niektórzy uznaliby za nielegalne.

Mam wrogów. Jeśli będziesz częścią mojego życia, będziesz w niebezpieczeństwie. — Jesteś w mafii? — Tak.

Powinna kazać mu się zatrzymać i uciec. Ale on właśnie jej zaufał. Powiedział prawdę, zamiast ją okłamywać. — Co, jeśli się boję?

— To twoja decyzja. Możesz odejść i nigdy mnie więcej nie zobaczyć. Nie będę cię winił. — A co, jeśli nie chcę odejść?

— Wtedy będę cię chronił każdego dnia swojego życia. Nikt cię nie skrzywdzi. Pocałował ją delikatnie. To nie był namiętny pocałunek z tamtej nocy, ale coś łagodniejszego.

Obietnica. Gdy weszła do mieszkania, Lily nie spała. Siedziała na kanapie z laptopem, a na jej twarzy malował się strach. — Ruby, musimy porozmawiać o tym facecie.

— Skąd wiesz o Samuelu? — Googlowałam go. Na ekranie widniał artykuł. Zdjęcie Samuela wychodzącego z sądu.

Nagłówek głosił: „Samuel De Marco, syn słynnego bossa mafii, uniewinniony z zarzutów”. — On jest w mafii, prawdziwej mafii, Ruby. Ludzie z nim związani znikają albo trafiają do szpitala. Co ty robisz?

Ruby usiadła ciężko obok siostry. Czuła, jak podłoga usuwa jej się spod nóg. Ale wiedziała już jedno: było za późno, żeby po prostu odejść. Przez kolejne dni czytała wszystko o rodzinie De Marco.

O terytoriach, o oskarżeniach, które nigdy nie kończyły się skazaniem, o konkurencyjnych rodzinach. Bała się. Ale nie mogła przestać myśleć o Samuelu. Piątego dnia powiedziała mu, że musi porozmawiać.

Tylko we dwoje, w małej kawiarni, którą znała. Samuel przyjechał sam. Wysłuchał jej, gdy powiedziała, że jest przerażona jego światem, ale nie może przestać o nim myśleć. Odpowiedział, że nigdy jej nie okłamie.

Że ona i Lily będą pod jego ochroną. I że jeśli kiedykolwiek będzie za dużo, pozwoli jej odejść bez pytań. — Jak możesz to obiecać? — Bo jesteś dla mnie ważniejsza niż wszystko inne.

Wolałbym cię stracić, wiedząc, że jesteś bezpieczna, niż trzymać cię w świecie, który sprawia, że się boisz. — Dobrze. Spróbujemy. Na moich zasadach.

Chcę normalności. Lily zostaje poza tym wszystkim. I jeśli kiedykolwiek mnie okłamiesz albo narazisz ją na niebezpieczeństwo — koniec. Bez drugiej szansy.

— Rozumiem. Obiecuję. Trzy miesiące później siedzieli w restauracji na dachu hotelu, patrząc na światła Manhattanu. Samuel kupił jej sukienkę, ignorując protesty.

Na szyi nosiła naszyjnik z otwartą książką. — O czym myślisz? — zapytał. — O tym, jakie surrealistyczne jest moje życie.

Trzy miesiące temu martwiłam się o czynsz. Teraz siedzę na dachu pięciogwiazdkowego hotelu z mężczyzną, który…

— Który cię kocha — dokończył cicho. Serce jej podskoczyło. Było za wcześnie na te słowa.

Ale Samuel nie oczekiwał, że je odwzajemni. — Kocham cię, Ruby. Kocham sposób, w jaki marszczysz nos, kiedy jesteś skupiona. Kocham, jak dbasz o Lily.

Nie oczekuję, że powiesz to samo. Po prostu potrzebowałem, żebyś wiedziała. — Ja też cię kocham — wyrwało się z jej ust. — I to mnie przeraża, bo żyjemy w dwóch różnych światach.

— Więc zbudujemy nowy świat. Dla nas. Do ich stolika podszedł wtedy wysoki mężczyzna o jasnych włosach i zielonych oczach. Samuel natychmiast spiął się.

— Lukas Carlos — przedstawił go z rezerwą. — Stary znajomy. To Ruby Lawson. Lukas ujął jej dłoń i pocałował w knykcie, dokładnie tak, jak robił to Samuel podczas pierwszej randki.

— Miło cię poznać, Ruby. Samuel ma szczęście. Gdy wyszedł, Ruby zapytała, kim jest naprawdę. — Nasze rodziny mają za sobą wspólną historię.

Czasem współpracujemy, czasem konkurujemy. Jest inteligentny, niebezpieczny i nieprzewidywalny. — Mam się go bać? — Nie.

Dopóki jesteś ze mną, nikt cię nie tknie. Ale coś w sposobie, w jaki Lukas na nią patrzył, nie dawało jej spokoju. Lily sprawdziła go w internecie. Rodzina Carlosa kontrolowała porty w Miami i część handlu w Nowym Jorku.

Dwa lata wcześniej między rodzinami prawie wybuchła wojna. Zginęli ludzie. Rozejm był kruchy. Kilka dni później Lukas wszedł do księgarni, w której pracowała Ruby.

Twierdził, że szuka prezentu dla siostry. Kupił trzy książki. Zanim wyszedł, spojrzał na nią poważnie. — Ten świat, w którym żyje Samuel i ja, jest brutalny.

Nie wybacza słabości. Jeśli z nim zostaniesz, musisz być silna. Silniejsza, niż kiedykolwiek myślałaś, że musisz być. Samuel będzie cię ochraniał, ale czasem ochrona nie wystarcza.

Czasem musisz umieć bronić się sama. Gdy powiedziała o tym Samuelowi, ten wpadł we wściekłość. Ale w końcu zgodził się, żeby opowiedział jej wszystko. Całą prawdę o swoim świecie.

O terytoriach, o układach, o przemocy, o ludziach, którzy znikali. O cenach, jakie płacono za lojalność i za zdradę. O tym, co wrogowie zrobiliby z kobietą, którą kocha, gdyby tylko dowiedzieli się, że istnieje. — Czy kiedykolwiek zabiłeś?

— zapytała w końcu. Samuel zawahał się. — Tak. Dwóch ludzi.

Jeden próbował zabić mojego ojca. Drugi próbował skrzywdzić czternastolatkę w jednym z naszych klubów. Powinno ją to przerazić. Ale zamiast tego pomyślała, że bronił ojca.

Że bronił dziecka. — Potrzebuję czasu — powiedziała. — Nie na decyzję, czy cię kocham, bo to już wiem. Ale na to, czy mogę żyć w twoim świecie.

— Ile czasu potrzebujesz? — Nie wiem. Tydzień, dwa. — Bierz tyle, ile potrzebujesz.

Ale wiedz, że bez względu na wszystko będziesz bezpieczna. Pięć dni później powiedziała mu: „Tak”. Postawiła warunki. Zostaje niezależna, pracuje i studiuje.

Lily jest całkowicie poza jego światem. Zero kłamstw. A jeśli kiedyś poczuje, że to za dużo, puści ją bez dramatu. — Każdy warunek — obiecał, biorąc jej twarz w dłonie.

— Zrobię wszystko, żeby to działało. Dziewięć miesięcy później miała na palcu pierścionek z diamentem i szmaragdami. Samuel oświadczył się jej tej samej nocy, w której omal nie wybuchła wojna między rodzinami. Lukas Carlos chwycił ją wtedy jako zakładniczkę, ale Ruby przemówiła do niego spokojnym głosem.

Powiedziała mu, że wojna zniszczy obie rodziny. Że uczciwy podział portu da wszystkim twarz. Puścił ją. Samuel drżał, trzymając ją w ramionach.

Tej nocy poprosił ją o rękę. Wzięli ślub w małym kościele na Brooklynie. Lily szła z nią do ołtarza, bo nie było nikogo innego. Karla i pan Henderson siedzieli w pierwszym rzędzie.

Nawet Lukas Carlos przyszedł, uśmiechnął się i powiedział:

— Pomyliłem się co do ciebie, Ruby. Cieszę się, że tak się stało. Rok później kupili dom z ogrodem, w którym Lily urządziła studio. Ruby zaczęła pracować z młodzieżą.

Samuel ograniczył nielegalne interesy, skupiając się na galeriach i nieruchomościach. Nie było idealnie. Nadal istniało niebezpieczeństwo, obecne jak cień w tle. Ale było też szczęście.

Poranki z kawą. Wieczory na kanapie. Weekendy nad morzem. W rocznicę ich pierwszego spotkania Samuel wynajął bar, w którym się poznali.

Tańczyli powoli w pustym lokalu oświetlonym świecami. — Mam coś dla ciebie. W małym pudełku leżał wisiorek identyczny z tamtym pierwszym, ale z wygrawerowanym napisem: „Rozdział drugi”. — Bo każdy rozdział to nowy początek — powiedział Samuel.

— I nie mogę się doczekać, aż napiszę z tobą resztę naszej historii. Ruby przytuliła się do niego, a w jej sercu nie było już ani cienia wątpliwości. Zaryzykowała wszystko i znalazła miłość w ramionach mężczyzny, którego świat był mroczny, a on sam okazał się najlepszym człowiekiem, jakiego znała.

I wiedziała, że to dopiero początek.