Jan siedział przy kuchennym stole i marszczył brwi nad talerzem placków ziemniaczanych. Na blacie obok leżało wielkie pudło po nowej konsoli do gier, którą kupił kilka dni temu. Za cztery tysiące złotych. Teraz jednak nie patrzył na pudło, tylko na talerz.

Suchych placków. „Gdzie sos pieczarkowy? ” – zapytał. Kasia, która jeszcze przed chwilą kończyła coś na laptopie w salonie, weszła do kuchni i oparła się o blat.
„Jaki sos? ” „No do placków. Nie będę jadł suchych. ” „Sos robi się z pieczarek i śmietany.
A pieczarki i śmietana kosztują. Trzeba je kupić. ” Jan westchnął ciężko. „Chyba stać nas na zwykły sos do obiadu.
” „Nas? ” – Kasia uniosła brwi. „Czyś ty zapłacił za prąd, internet, wodę? Kupiłam proszek do prania, płyn do naczyń, papier, środki do łazienki i większość jedzenia na ten miesiąc.
Moja wypłata nie jest z gumy. ” „Przecież też pracuję. ” „Wiem. Tylko jakoś tego nie widać w naszych wspólnych wydatkach.
” „Bo odkładam. ” „Na co? ” Jan ożywił się od razu. „Michał z chłopakami organizuje wyjazd do Pragi.
Weekend, ale porządny. Dobry hotel, restauracje. Trzeba wpłacić zaliczkę. ” Kasia spojrzała na niego spokojnie.
„Czyli na hotel w Pradze pieniądze są, ale na pieczarki już szkoda. ” „To zupełnie co innego. ” „Oczywiście. ” Jan odsunął talerz.
„Nie zamierzam wydawać swojej wypłaty na codzienne drobiazgi. Jak człowiek ciągle kupuje jedzenie, chemię i płaci rachunki, to nigdy niczego sobie nie odłoży. ”
Kasia patrzyła na niego przez chwilę. Nie było w niej złości.
Kiedyś próbowałaby tłumaczyć, że mieszkanie i rachunki to nie drobiazgi. Teraz nie miała ochoty. „Rozumiem” – powiedziała. Jan wyprostował się z zadowoleniem.
„Wiedziałem, że w końcu zrozumiesz. ” Kasia podeszła do stołu, wzięła jego talerz i przełożyła placki do plastikowego pojemnika. „Co robisz? ” „Pakuję obiad na jutro.
” „A ja? ” Kasia zatrzasnęła wieczko. „Ty odkładasz na Pragę. ” „Kasia, przestań.
” „Wcale nie żartuję. Od dziś każdy z nas płaci za swoje zachcianki i swoje jedzenie. Nie będę finansować całego mieszkania, zakupów i twoich kolacji tylko dlatego, że ty postanowiłeś oszczędzać na weekend z kolegami. ” „Ale przecież jesteśmy małżeństwem.
Rachunki powinny być wspólne. ” Skrzyżował ręce na piersi. „Naprawdę robisz awanturę o kilka złotych? ” Kasia rozejrzała się po kuchni i wskazała pudło po konsoli.
„Nie. Ja tylko próbuję zrozumieć matematykę. Cztery tysiące na konsolę to rozsądny wydatek. Weekend w Pradze to inwestycja w odpoczynek.
Ale zakupy do domu to wyrzucanie pieniędzy. ” „Nie przekręcaj. ” „Niczego nie przekręcam. Od jutra kupuję tylko to, czego sama potrzebuję.
Ty możesz robić dokładnie to samo. ” Jan zaśmiał się krótko. „Dobra, zobaczymy, jak długo wytrzymasz z tym przedstawieniem. ” Kasia tylko wzruszyła ramionami.
Następnego ranka Kasia wyszła wcześniej do pracy. Po drodze zatrzymała się w piekarni. Wzięła kawę i drożdżówkę z serem. W porze obiadowej poszła z koleżankami do baru, gdzie zamówiła zupę pomidorową i naleśniki ze szpinakiem.
Wieczorem wróciła do domu bez żadnych zakupów. Jan siedział w salonie przed konsolą. „Nic nie kupiłaś? ” – zapytał.
„Nie potrzebowałam. ” „Mleka nie ma. ” „Ja piję kawę w pracy. ” „Szynka się skończyła.
” „Ja jej dzisiaj nie jem. ” Jan zmarszczył czoło. „I co ja mam zrobić? ” „Sklep jest pięć minut stąd.
” Jan pokręcił głową, ale nic nie powiedział. Był przekonany, że Kasia szybko się znudzi, że następnego dnia wróci z torbami pełnymi zakupów. Nie wróciła. Drugiego dnia w lodówce zostało kilka jajek, kawałek masła i otwarty słoik musztardy.
Trzeciego Jan sam zajrzał do kuchennych szafek. Stał przed nimi długo, jakby liczył na cud. Kasia obserwowała go z salonu i milczała. W końcu zamknął szafkę.
„Dobra! Jutro coś sobie kupię. ” Kasia uśmiechnęła się pod nosem. Właśnie na to czekała.
Następnego dnia Jan rzeczywiście poszedł do sklepu. Nie dlatego, że odkrył pasję do zakupów. Po prostu rano otworzył lodówkę, potem szafkę, potem znowu lodówkę i zrozumiał, że nic samo się nie pojawi. W osiedlowym sklepie spędził prawie pół godziny.
Wrzucał do koszyka wszystko, na co miał ochotę: szynkę, ser, jajka, twarożek, pieczywo, sok, kawę, gotowe pierogi. Potem spojrzał na ceny i wyjął sok. Po chwili odłożył lepszy ser. Przy półce z wędlinami stał dwie minuty, porównując ceny za kilogram.
„No nie wierzę. Tyle za zwykłą szynkę. ” Starsza pani obok spojrzała na niego z rozbawieniem. „A pan pierwszy raz na zakupach?
” Jan udał, że nie słyszy. Przy kasie zapłacił ponad sto złotych i wyszedł ze sklepu z miną człowieka, którego właśnie oszukano. Wieczorem zrobił sobie jajecznicę. Był z siebie zadowolony, dopóki nie spojrzał na zlew.
Łupiny, deska, nóż, talerz i tłusta patelnia. Odstawił wszystko i wrócił do salonu. Kasia przechodziła przez kuchnię. „Jan, co patelnia?
” „Umyję później. ” „Dobrze. ” Nie powiedziała nic więcej. Następnego ranka patelnnia nadal stała w zlewie.
Obok pojawił się kubek i talerz. Wieczorem Jan chciał ugotować pierogi, ale musiał najpierw umyć garnek, bo wszystkie czyste naczynia zniknęły. „Kasia, gdzie jest mały garnek? ” „W zmywarce.
” „A czemu zmywarka nie jest włączona? ” „Bo są tam głównie twoje rzeczy. ” „To ją włącz. ” Westchnął tak ciężko, jakby powierzono mu prowadzenie elektrowni.
Kasia funkcjonowała normalnie. Rano jadła śniadanie po drodze do pracy. W południe wychodziła z koleżankami do baru mlecznego. Nie robiła niczego demonstracyjnie.
Po prostu przestała organizować życie Jana. I właśnie to drażniło go najbardziej. Wcześniej zakupy były dla niego niewidzialne. Otwierał lodówkę i znajdował mleko.
Kończyła się pasta do zębów, a po dwóch dniach stała nowa. Teraz wszystko miało cenę, termin i wymagało pamiętania. W czwartek skończył mu się chleb. Wieczorem zapomniał kupić nowy.
W piątek odkrył, że nie ma kawy. „Kasia, ty jutro będziesz gdzieś wychodzić? ” – zapytał niby obojętnie. „Będę.
” „To może kupisz po drodze kawę? ” Spojrzała na niego. „Tobie? ” „No do domu.
” „Ja mam swoją w pracy. ” Jan zacisnął zęby. „Dobra, już nic nie mówiłem. ”
W sobotę rano Kasia wyszła wcześniej niż zwykle.
Jan jeszcze spał. Nie wiedział, że kilka dni wcześniej zadzwoniła do Bożeny, swojej teściowej. Spotkanie umówiły w małej kawiarni przy spokojnej ulicy. Bożena już czekała przy stoliku.
Obok niej siedział Zbigniew. „No jesteś! Siadaj. Coś się stało?
” Kasia zdjęła płaszcz. „Nic strasznego. Po prostu chyba doszliśmy z Janem do momentu, w którym trzeba coś zmienić. ” Opowiedziała im wszystko spokojnie.
Nie robiła z Jana potwora. Powiedziała o rachunkach, zakupach, odkładaniu na Pragę, drogiej konsoli i o tym, że Jan uważa codzienne wydatki za coś, czym powinna zajmować się ona. Bożena słuchała z coraz bardziej napiętymi ustami. „Czyli on naprawdę myślał, że ty będziesz płacić za wszystko, a on będzie odkładał na wyjazdy?
” „Mniej więcej. ” Zbigniew westchnął. „Pięknie. ” Bożena spojrzała na męża.
„Wychowaliśmy księcia. ” „Nie księcia” – odpowiedział Zbigniew. „Książę przynajmniej wie, że ktoś utrzymuje zamek. Nasz nawet tego nie zauważył.
” Kasia roześmiała się mimo wszystko. „Dobrze, że nam powiedziałaś” – powiedziała Bożena. „Nie chcę, żebyście robili awanturę. ” „I nie będziemy” – powiedział Zbigniew spokojnie.
Spojrzał na żonę, a ona odpowiedziała mu krótkim, znaczącym spojrzeniem. Kasia od razu zrozumiała, że właśnie zapadła między nimi jakaś decyzja. „Co wy kombinujecie? ” Bożena uśmiechnęła się niewinnie.
„My nic. ” „Czasem dorosłemu człowiekowi trzeba pokazać kilka rzeczy w praktyce” – dodał Zbigniew i dopił kawę. Kasia spojrzała na nich oboje i po raz pierwszy od dawna poczuła, że nie musi wszystkiego załatwiać sama. W piątek wieczorem Jan wrócił do domu rozdrażniony.
Od progu było słychać, że coś mu nie pasuje. Głośniej niż zwykle odstawił buty. Otworzył lodówkę, zajrzał, zamknął. Po chwili otworzył jeszcze raz, jakby miało się tam pojawić coś nowego.
Kasia siedziała przy stole z herbatą. „I co? ” „Co? ” „Widzę, że czegoś szukasz.
” Jan odwrócił się. „Normalnego jedzenia? To kup. ” „Kasia, ile można?
” „Nie wiem. Ty mi powiedz. ” Jan oparł dłonie o blat. „W domu powinno być coś gotowego.
Człowiek wraca po tygodniu pracy i nie chce zastanawiać się, co kupić, co ugotować i co potem z tym zrobić. ” Kasia uniosła brwi. „Ciekawe, że kiedy ja się nad tym zastanawiałam przez lata, jakoś ci to nie przeszkadzało. ” „Znowu zaczynasz?
” „Nie. To ty zacząłeś. ” Zapadła cisza. Jan otworzył szafkę, wyjął makaron, spojrzał i odstawił.
„Nie rozumiem, dlaczego robisz z tego taką zasadę. ” „Bo to jest zasada. Dwoje dorosłych ludzi mieszka razem, więc oboje dba o wspólny dom. ” „Moja matka całe życie ogarniała wszystko sama i nie robiła tragedii.
” Kasia odstawiła kubek. „Świetnie. To może zapytaj ją, co o tym myśli. ” Jan spojrzał na nią uważnie.
„Myślisz, że nie zapytam? ” „Proszę bardzo. ” Wyjął telefon i wybrał numer. Po kilku sygnałach Bożena odebrała.
„Mamo? Wreszcie. Słuchaj, bo u nas dzieją się dziwne rzeczy. Kasia stwierdziła, że nie będzie robić normalnych zakupów do domu.
Wszystko mam kupować sam. Jedzenie, swoje rzeczy, wszystko. I mówi, że to sprawiedliwe. ” Po drugiej stronie zapadła chwila ciszy.
Jan zaczął chodzić po kuchni. „No przecież ja też mam wydatki. Mówiłem wam o Pradze. Michał wszystko organizuje.
” Posłuchał przez chwilę. „No dobrze, to przyjedźcie i jej wytłumaczcie, bo mnie już nie słucha. ” Zakończył rozmowę i położył telefon z miną człowieka, który właśnie wygrał sprawę w sądzie. „No.
Teraz zobaczymy. ” „Co zobaczymy? ” „Mama przyjedzie. Może z tatą.
” Kasia skinęła głową. „To dobrze. ” Jan zmarszczył czoło, jakby spodziewał się innej reakcji. Przez następne pół godziny chodził po mieszkaniu i nakręcał się coraz bardziej.
Opowiadał, jak to dawniej wyglądały normalne rodziny, jak matka zawsze miała obiad, jak ojciec wracał z pracy i nie musiał sprawdzać, czy jest chleb. Kasia słuchała spokojnie. W końcu rozległ się dzwonek. Jan wyprostował się.
„No i są. ” Podszedł pierwszy, ale Kasia otworzyła drzwi. Na klatce stała Bożena, obok Zbigniew. Nie wyglądali na ludzi, którzy przyjechali robić awanturę.
„Dobry wieczór” – powiedziała Kasia. „Dobry wieczór, kochanie” – odpowiedziała Bożena. Jan wyszedł do przedpokoju. „No mamo, powiedz jej.
” Bożena spojrzała na syna. „Co mam jej powiedzieć? ” Jan zamrugał. „No to, co mówiłem przez telefon.
” „Słyszałam. ” „No właśnie. ” Zbigniew wszedł do środka i zdjął kurtkę. „Jan, usiądźmy.
” „Po co? ” „Bo chcemy porozmawiać. ” Już sam ton ojca sprawił, że Jan przestał się uśmiechać. Usiedli w salonie.
Bożena zajęła miejsce obok Kasi. Zbigniew naprzeciwko syna. „Synku” – zaczęła Bożena spokojnie. „Ty naprawdę uważasz, że żona ma płacić za wspólne życie, a ty możesz całą wypłatę odkładać na własne przyjemności?
” Jan poruszył się niespokojnie. „Niecałą. ” „To ile dokładasz do rachunków? ” – zapytał Zbigniew.
Cisza. „Do zakupów. ” Cisza. „Do środków czystości.
” Jan odchrząknął. „Kasia zawsze to kupowała. ” „Właśnie” – pokiwał głową Zbigniew. Bożena westchnęła.
„Myśmy cię chyba za długo wyręczali. A potem Kasia przejęła pałeczkę. I ty nawet nie zauważyłeś, że ktoś cały czas robi za ciebie połowę życia. ” Jan zrobił się czerwony.
„Czyli wy też jesteście przeciwko mnie? ” „Nie jesteśmy przeciwko tobie” – odpowiedział Zbigniew. „Właśnie dlatego tu jesteśmy. ” „To znaczy?
” Ojciec spojrzał na Bożenę, potem znowu na syna. „Masz niedługo urlop. ” Jan zesztywniał. „No mam.
” „To spędził się jego część z nami. ” „Gdzie? ” „U nas. ” „Po co?
” Bożena uśmiechnęła się lekko. „Pamiętasz stary dom po dziadkach? ” Jan spojrzał podejrzliwie. „Pamiętam.
” „Trzeba tam sporo rzeczy ogarnąć. Garaż, piwnica, okna, trochę malowania. Przyda się dodatkowa para rąk. ” „Chwileczkę.
Ja jadę do Pragi. ” Zbigniew pokręcił głową. „Nie tym razem. ” „Ale Michał już wszystko ustala.
” „To mu powiesz, że plany się zmieniły. ” Jan poderwał się z fotela. „To jest karanie mnie? ” „Nie” – odpowiedziała Bożena stanowczo.
„Kara byłaby wtedy, gdybyśmy chcieli ci dokuczyć. My chcemy, żebyś przez kilka dni zobaczył, jak wygląda normalne prowadzenie domu, kiedy nikt nie robi wszystkiego za ciebie. ” Jan spojrzał na Kasię. „To ty ich namówiłaś?
” „Opowiedziałam tylko, co się dzieje. ” Zbigniew wstał. „Spokojnie. Nikt cię nie wysyła do kopalni.
Będziesz z nami mieszkał, jadł normalnie i odpoczywał. Ale też będziesz uczestniczył w tym, co trzeba zrobić. ” „A jak nie chcę? ” Bożena spojrzała na niego z tym spokojem, który Jan znał od dzieciństwa.
„To i tak pojedziesz. ” Jan otworzył usta, ale nic nie powiedział. Kilka minut później pakował torbę bez entuzjazmu. Kiedy wychodzili, Zbigniew wziął torbę syna, ale Jan od razu ją odebrał.
„Sam poniosę. ” Ojciec spojrzał na niego krótko. „Bardzo dobrze. ” Kasia została w drzwiach.
Bożena uśmiechnęła się do niej. „Odezwę się. ” Jan rzucił tylko „pa”. Po chwili drzwi się zamknęły.
Kasia wróciła do salonu, usiadła na kanapie i spojrzała na pusty fotel. Pierwszy raz od dawna w mieszkaniu było naprawdę cicho. Stary dom po dziadkach stał na obrzeżach niewielkiego miasta, przy spokojnej ulicy, gdzie sąsiedzi znali się od lat. Jan pamiętał to miejsce z dzieciństwa jako ogromne.
Teraz widział przede wszystkim pracę. W garażu piętrzyły się kartony, narzędzia, puszki po farbie i deski. W piwnicy stały słoiki, puste skrzynki i dwa krzesła z urwanymi oparciami. Ogrodzenie straciło kolor, rynny były pełne liści.
Pierwszego ranka Bożena postawiła na stole chleb, twarożek ze szczypiorkiem, pomidory i jajka na miękko. Jan usiadł i spojrzał podejrzliwie. „To wszystko? ” Bożena uniosła brwi.
„Czego się spodziewałeś? Bufetu hotelowego? ” Zbigniew parsknął. „Jedz, bo potem jedziemy do marketu budowlanego.
” „Po co? ” „Po farbę, worki, rękawice i parę drobiazgów. ” Jan westchnął. „Dopiero przyjechałem.
” „Przypomniała mu matka. „Po śniadaniu Jan automatycznie wstał i ruszył w stronę drzwi. „Talerz” – powiedziała Bożena. Jan odwrócił się.
„Co? ” „Sam się nie zaniesie do zlewu. ” Jan wrócił, zabrał talerz i kubek. „Widzisz” – powiedział Zbigniew.
„Już pierwszy sukces. ” „Bardzo śmieszne. ”
W markecie Jan jeszcze próbował zachowywać się jak gość. Szedł kilka kroków za rodzicami, dopóki Zbigniew nie podał mu wózka.
„Prowadź. ” „Czemu ja? ” „Bo masz dwie zdrowe ręce. ” Potem trzeba było znaleźć farbę, porównać ceny pędzli, policzyć worki i sprawdzić, czy tańszy preparat do drewna się opłaca.
Jan szybko zauważył, że zakupy nie polegają na wrzucaniu pierwszej rzeczy do koszyka. Po powrocie Zbigniew zaprowadził go do garażu. „Zaczniemy tutaj. ” „Co dokładnie?
” „Wszystko, czego nie używamy, dzielimy na trzy kubki. Zostaje do oddania i do wyrzucenia. ” Jan popatrzył na wnętrze garażu. „To zajmie cały dzień.
” „Możliwe. I po co trzymaliście tyle rzeczy? ” Zbigniew spojrzał na niego. „Dobre pytanie.
Jak skończysz, możesz zapytać sam siebie: po co ty trzymasz w domu pięć pudełek po elektronice? ” Jan nic nie odpowiedział. Przez kolejne dni pracy nie brakowało. Czyścił rynny z ojcem, wynosił stare rzeczy z piwnicy, malował fragment ogrodzenia.
Ale największym zaskoczeniem były nie ciężkie zadania, tylko cała reszta. Wracali zmęczeni do domu, a Bożena mówiła: „Jan, rozpakuj zakupy albo wstaw pranie, proszek jest w szafce. ” Albo: „Jak już idziesz na górę, zabierz czyste ręczniki. ” Pierwszego dnia pytał o wszystko.
„Gdzie jest płyn? ” „W szafce. ” „W której? ” „Otwórz i zobacz.
” „A jaki program w pralce? ” „Przeczytaj. ” Bożena odpowiadała spokojnie, bez złości, ale też bez biegania za nim. Trzeciego dnia sam zauważył pełny kosz na pranie i zaniósł go do łazienki.
Zbigniew zobaczył to z korytarza. „Proszę, proszę. ” „Co? ” „Nic.
Człowiek się rozwija. ” „Tato, daj spokój. ”
Wieczorem Jan wszedł do kuchni. Bożena siedziała przy stole i czytała gazetę.
„Mamo, co będzie na kolację? ” Nie podniosła wzroku. „Nie wiem. ” Jan zatrzymał się.
„Jak to nie wiesz? ” „Normalnie. ” „To nic nie robisz? ” Bożena odłożyła gazetę.
„Lodówka jest pełna. Kuchnia działa. Dzisiaj twoja kolej. ” Jan rozejrzał się.
„Ale co mam zrobić? ” „Co chcesz? ” Otworzył lodówkę. Były jajka, ser, warzywa, wędlina, jogurt, masło i ugotowane ziemniaki.
„Z tego można zrobić kolację, Jan. Ludzie od lat robią kolacje z rzeczy, które są w lodówce. ” Zbigniew wszedł i usiadł przy stole. „Ja się nie wtrącam.
Jestem klientem. ” „Jeszcze tego brakowało. ” Jan wyjął ziemniaki, cebulę i jajka. Po chwili zapytał: „Gdzie jest większa patelnia?
” „Dolna szafka. ” „A ile cebuli? ” „Ile uważasz. ” „A przyprawy?
” „Są nad kuchenką. ” „I tak codziennie? ” Bożena spojrzała na niego. „Ktoś codziennie musi wiedzieć, co jest w lodówce, czego brakuje, co kupić, co ugotować i co potem posprzątać.
” Jan przestał mieszać. Przez moment nic nie mówił. Przypomniał sobie Kasię wracającą z pracy z torbami. Listy zakupów na stole.
Pytania, czy czegoś potrzebuje. Pełną lodówkę, której nigdy nie uważał za czyjąś pracę. Po prostu była. Kolacja wyszła całkiem dobrze.
Ziemniaki z cebulą, jajka sadzone i pomidory. Zbigniew spróbował. „Da się jeść. ” Jan spojrzał oburzony.
„Tylko tyle? ” „Chcesz medal? ” Bożena roześmiała się. Po kolacji Jan zaczął zbierać talerze.
Matka nic nie powiedziała. Dopiero kiedy włączył wodę i sięgnął po płyn, spojrzała na Zbigniewa. Ten uśmiechnął się pod nosem. Jan zauważył.
„Co znowu? ” „Nic. Miło popatrzeć. ” Pokręcił głową, ale tym razem się nie obraził.
Później, kiedy leżał w swoim dawnym pokoju, długo nie mógł zasnąć. Nie był zmęczony garażem ani malowaniem. Najbardziej męczyła go jedna myśl: przez lata uważał, że Kasia po prostu ogarnia dom. Dopiero teraz zaczynał rozumieć, ile rzeczy kryło się za tym krótkim zdaniem.
Minęły prawie dwa tygodnie. Kasia przyzwyczaiła się do ciszy. Wracała z pracy, robiła sobie herbatę i nikt nie pytał, czy jest coś dobrego. W niedzielę, po południu, zadzwonił domofon.
Kasia otworzyła drzwi. Jan stał między rodzicami z dwiema dużymi torbami zakupów. Nie wyglądał jak ktoś, kto wrócił z wojny. Był trochę szczuplejszy, opalony i wyraźnie spokojniejszy.
W jednej dłoni trzymał bukiet jasnych tulipanów. „Cześć. ” „Cześć. ” Zbigniew wszedł pierwszy.
„Dostawa specjalna. ” Bożena uśmiechnęła się. „I tym razem sam wszystko wniósł. ” Jan przewrócił oczami.
„Mamo, no co? ” „Chwalę. ” Kasia odsunęła się, żeby ich wpuścić. Jan postawił torby w kuchni i zaczął od razu wyjmować zakupy.
Chleb, warzywa, ser, jogurty, kawa, mleko, owoce, środki do kuchni i łazienki. Kasia stanęła w drzwiach. „Ty to wszystko kupiłeś? ” „Tak.
Sam. ” „Sam i przeżyłeś? ” Zbigniew parsknął. Jan pokręcił głową.
„Wiedziałem, że tak będzie. ” Układał rzeczy po kolei. Produkty do lodówki, chemię pod zlew, pieczywo do chlebaka. Nie robił tego idealnie.
Pomidory prawie włożył do lodówki obok mleka, ale po chwili się zatrzymał. „Nie, dobra. Te zostawię tutaj. ” Kasia nic nie komentowała.
Bożena obserwowała syna z miną, którą trudno było odczytać. Kiedy skończył, Zbigniew wyjął z kieszeni złożoną kartkę. „Jeszcze dokumentacja. ” Kasia spojrzała.
„Jaka dokumentacja? ” „Po przeglądzie technicznym. ” Jan jęknął. „Tato, błagam.
” Zbigniew rozłożył kartkę i zaczął czytać z powagą urzędnika. „Funkcja zakupy uruchomiona. Funkcja gotowanie działa, choć wymaga dalszych aktualizacji. Funkcja sprzątanie wykryta.
Funkcja wspólny budżet gotowa do wdrożenia. Szacunek do cudzej pracy przywrócony. ” Bożena zakryła usta dłonią. Kasia już się nie powstrzymywała.
„I co? Jest gwarancja? ” „Warunkowa” – odpowiedział Zbigniew. „W razie problemów mamy jeszcze piwnicę do malowania.
” Jan od razu spoważniał. „Wszystko będzie działać. ” Bożena podeszła do Kasi i ścisnęła ją lekko za rękę. „My już będziemy jechać.
” „Napijecie się chociaż kawy? ” „Innym razem. Niech sobie teraz sami porozmawiają. ” Po kilku minutach drzwi się zamknęły.
Jan i Kasia zostali sami. Przez chwilę żadne się nie odzywało. Jan spojrzał na zlew. Stały tam dwa kubki i mały talerzyk.
Bez słowa podszedł, odkręcił wodę i zaczął je myć. Kasia usiadła przy stole. „Nie musisz robić pokazówek. ” Wyłączył wodę.
„Wiem. ” Wytarł ręce i usiadł naprzeciwko. „Właśnie dlatego to robię. ” Kasia patrzyła na niego uważnie.
Jan szukał słów. „Naprawdę wcześniej tego nie widziałem. Znaczy wiedziałem, że robisz zakupy, gotujesz, ogarniasz różne rzeczy. Tylko w mojej głowie to wszystko było takie normalne, jakby działo się samo.
” Kasia milczała. „U rodziców człowiek rano wstawał i od razu było coś do zrobienia. Jak nie garaż, to zakupy. Jak nie zakupy, to pranie.
Potem trzeba było pomyśleć o obiedzie, po obiedzie posprzątać. I nagle dzień się kończył. ” Westchnął. „A ja wracałem tutaj i pytałem, gdzie jest sos.
” Kącik ust Kasi drgnął. „To akurat pamiętam. ” „Ja też niestety. ” Jan sięgnął do kieszeni.
„Jest jeszcze coś. ” Wyjął niewielką kopertę i położył na stole. Kasia zmarszczyła brwi. „Co to?
” „Otwórz. ” W środku były dwa wydrukowane bilety lotnicze. Kasia przeczytała kierunek. „Paryż.
” Jan skinął głową. „Dwa bilety widzę. I hotel. Nieduży, ale w dobrej dzielnicy.
Sprawdzałem opinię chyba trzy wieczory. ” Kasia patrzyła na kartki. „A Praga? ” „Nie jadę.
Michał się nie obraził. ” Wzruszył ramionami. „Trochę ponarzekał, ale przeżyje. ” Potem spoważniał.
„Pomyślałem, że skoro umiałem odkładać pieniądze na siebie, to mogę też zrobić coś dla nas. ” Kasia milczała. „Tym razem chciałem zrobić coś dla nas obojga. Nie tylko dla siebie.
” Po chwili dodał. „Jeszcze jedno. Od przyszłego miesiąca siadamy razem do budżetu. Rachunki, zakupy, wszystko.
Ustalamy, ile każdy wpłaca. ” „I koniec z tym, że ty pilnujesz wszystkiego sama. ” Kasia uśmiechnęła się lekko. „To brzmi rozsądnie.
Mam nadzieję. ” „A kolacja? ” Jan spojrzał na zegarek. „Mogę zrobić co?
” Wstał i otworzył lodówkę. „Spokojnie. Tym razem najpierw zobaczę, co mamy, a dopiero potem podejmę decyzję. ” Kasia roześmiała się.
Jan wyciągnął ser, warzywa i kilka innych rzeczy. Kiedy zaczął krzątać się po kuchni, Kasia sięgnęła po telefon. Napisała do Bożeny krótką wiadomość. „Chyba naprawdę pomogło.
Zakupy zrobił, naczynia umył. O budżecie sam zaczął rozmawiać. I kupił nam bilety do Paryża. Możecie być z siebie zadowoleni.
” Odpowiedź przyszła po chwili. „My to wiemy. On miał się czego nauczyć. Teraz niech już sam pilnuje, żeby nie zapomniał.
” Kasia odłożyła telefon i spojrzała na Jana. Stał przy blacie, kroił warzywa i co chwilę sprawdzał coś w lodówce. Nie było idealnie.
Ale pierwszy raz od dawna miała wrażenie, że naprawdę są w tym domu we dwoje.


