Helena wcześnie straciła rodziców. Ojca w ogóle nie pamiętała, ale o mamie zachowała najczulsze wspomnienia. Wychodząc za mąż za Sergiusza, bardzo chciała odnaleźć w przyszłej teściowej kogoś, kto zastąpiłby jej matkę. Marianna Kowalska często nazywała ją pieszczotliwie „córeńką”, ale tylko wtedy, gdy ktoś był w pobliżu.

Gdy zostawały sam na sam, zachowanie teściowej natychmiast się zmieniało. Hela starała się nie przywiązywać do tego wagi. Sądziła, że ludzie, którzy dobrze się nie znają, nie mogą nagle stać się rodziną. Miała nadzieję, że z czasem zaprzyjaźni się z matką narzeczonego, tym bardziej że po ślubie mieli zamieszkać razem pod jednym dachem.
Sergiusz nie chciał od razu brać kredytu hipotecznego. Uważał, że lepiej pomieszkać u rodziców i oszczędzać na podróże. Oboje marzyli o zwiedzaniu świata. Tuż przed ślubem okazało się jednak, że Hela jest w ciąży.
Od pierwszych dni męczyły ją straszne nudności i zawroty głowy. Ceremonia ślubna, zamiast cieszyć, przerażała ją – bała się, że w jej stanie nie wytrzyma uroczystości. Rodzice Sergiusza nadal nic nie wiedzieli o dziecku. Sergiusz zwlekał z rozmową, bo gdy wcześniej wspominał o planach małżeńskich, matka podejrzewała, że żeni się tylko dlatego, że Helena jest w ciąży.
Chłopak przysięgał, że tak nie jest, a teraz nie wiedział, jak powiedzieć o ojcostwie. Hela i Sergiusz mieszkali w wynajętym mieszkaniu, które trzeba było zwolnić do wyznaczonego terminu. Pewnego dnia Hela, wychodząc z łazienki po kolejnym ataku mdłości, zapytała:
– Sergiusz, rozmawiałeś z Marianną Kowalską? – Jutro porozmawiam.
– Mówisz to od kilku dni. Będzie tylko gorzej, jeśli będziesz odkładać rozmowę. Sergiusz westchnął:
– Dobrze, dziś porozmawiam ze swoimi. Obiecujesz?
– Obiecuję. Mężczyzna pocałował narzeczoną. Od zapachu jego perfum Helenie znowu zrobiło się niedobrze i uciekła do łazienki. Wyobraziła sobie, jak podczas wesela przy okrzykach „gorzko” spotka ją coś podobnego.
Bała się, że teściowa uzna, że to ona namówiła syna do ukrywania ciąży. Sergiusz wciąż odkładał rozmowę i powiedział rodzicom o dziecku dopiero w przeddzień ślubu, po wieczorze kawalerskim. Jak przyjęli tę wiadomość, Hela nigdy się nie dowiedziała. W dniu ślubu mdłości zniknęły, ale czuła ogromne zmęczenie.
Trzy dni po ślubie Hela po raz pierwszy została na noc w mieszkaniu rodziców męża. Wczesnym rankiem obudził ją głos teściowej:
– Puk, puk, młodzi. Nie śpicie już? Hela, córeńko, my z Wiktorem śpieszymy się do pracy.
W odróżnieniu od was nikt nie dał nam urlopu. Nie kłopotowałabyś się przygotowaniem kolacji? Jeszcze nie zdążyłam umyć naczyń. – Niech się pani nie martwi, wszystko zrobię.
Hela ucieszyła się, że dostała polecenia. Uznała, że teściowa od razu ją przyjęła. Tak minęły pierwsze trzy miesiące małżeństwa. Hela z radością wykonywała wszystkie polecenia Marianny, starała się uwzględniać jej uwagi i nie obrażać.
Rozumiała, że mieszka w ich domu i musi przestrzegać ich zasad. Jednak Marianna ani razu nie wspomniała o ciąży Heleny ani o wnuku. Zachowywała się, jakby temat jej nie interesował albo był jej nienawistny. W trzecim miesiącu ciąży Hela trafiła do szpitala z powodu bólów w dole brzucha.
Po wypisaniu lekarz zalecił jej odpoczynek i bezwzględny zakaz podnoszenia ciężarów. Bała się tłumaczyć teściowej, że nie może myć podłóg w całym mieszkaniu. Ku jej zaskoczeniu Marianna odpowiedziała spokojnie:
– Jakoś radziłyśmy sobie przed tobą i teraz damy radę. Hela się uspokoiła, ale zupełnie na próżno.
Od tego momentu teściowa zaczęła mówić o niej w trzeciej osobie, jakby jej tam nie było. – Ile ona jeszcze zamierza leżeć? Już prawie pół dnia, a ona wciąż w łóżku. – Lekarz przepisał jej leżenie – tłumaczył Sergiusz.
– To niedługo i do pracy przestanie chodzić. Będzie u nas w domu mieszkała taka księżniczka. W takich chwilach Hela starała się jak najszybciej wstać i przez resztę dnia nie kładła się odpoczywać. Dwukrotnie jeszcze trafiała do szpitala.
W ósmym miesiącu zaczęła przedwcześnie rodzić. Na szczęście syn urodził się zdrowy, choć przez jakiś czas przebywał na oddziale wcześniaków. Patrząc na swojego maleńkiego synka, podobnego do ojca i do niego, Hela myślała, że z jego pojawieniem się wszystko się poprawi. Serce babci zmięknie, a Marianna zmieni stosunek do synowej.
Niedługo przed porodem Hela przypadkiem usłyszała rozmowę teściowej przez telefon:
– Mówiłam Sergiuszowi: „Nie śpiesz się ze ślubem”. Tak nie postąpił po swojemu. I co on w niej znalazł? Ani wykształcenia porządnego, ani wychowania.
Pracuje jako sprzedawczyni w sklepie sportowym i leniwa jak nikt inny. Nie mogąc dłużej słuchać, Hela zapukała do drzwi sypialni teściowej. – Marianno Kowalska, mogłaby pani na chwilę wyjść? – Czego chcesz?
– zapytała teściowa, mierząc ją wzrokiem. – Musimy porozmawiać. Marianna zakończyła rozmowę i podeszła do Heleny tak blisko, że ta prawie udusiła się od zapachu jej perfum. – O czym?
Chcesz ze mną porozmawiać? – Za co mnie pani tak nienawidzi? – Ja ciebie? A kim ty jesteś, żeby cię nienawidzić?
Ble, miałabym kogo. Uważam cię za niestosowną dla mojego syna. My wszyscy chcemy dla naszych dzieci szczęścia. A szczęście polega na dobrobycie materialnym.
Zawsze marzyłam, żeby Sergiusz znalazł sobie dziewczynę taką jak Olga, córka mojej znajomej. Dziewczyna prawie w twoim wieku, a już zarabia tyle, że ci się nie śniło. A z tobą jaka przyszłość czeka mojego syna? Zwłaszcza teraz, kiedy będziesz siedzieć na urlopie macierzyńskim i nawet tych groszy, które zarabiałaś, nie zobaczysz.
– Marianno Kowalska, przecież pani nie mówi tego na poważnie. Czy szczęście jest tylko w pieniądzach? My z Sergiuszem się kochamy. – Kochacie się?
Znam taką miłość, z której dzieci rodzą się przed ślubem. Hela rozpłakała się i uciekła do swojego pokoju. Nie rozmawiały przez kilka dni, a potem zaczęły się skurcze. Po porodzie Hela wracała myślami do swojej przeszłości.
Kiedy jej mama zachorowała, Hela miała niespełna 16 lat. Wszystkie pieniądze szły na lekarstwa i opłaty. Wtedy w jej życiu pojawiła się ciotka Natalia, siostra matki, z którą ta wcześniej zerwała kontakt. Ciotka pomogła finansowo, spłaciła dług za prąd, kupiła Helenie markowe trampki.
Podczas jednej z rozmów wyznała:
– Nie wiem, dlaczego nasi rodzice bardziej kochali twoją matkę. To ja byłam młodszą córką. Kiedy Weronika zaczęła spotykać się z twoim ojcem, mężczyzną, którego bezgranicznie kochałam, oni stanęli po jej stronie. Nie mogę im wybaczyć, choć wszyscy już odeszli.
Hela słuchała z otwartymi ustami. Wydawało jej się, że ciotka mówi o kimś obcym. Ciotka zawsze pomagała, ale w jej słowach czuć było gorycz i żal. Po ślubie Hela próbowała nawiązać kontakt z rodziną ciotki, ale bezskutecznie.
W końcu postanowiła ich odnaleźć. Dowiedziała się, że jej wujek Sławomir mieszkał w małej miejscowości na wschodzie kraju. Po śmierci ciotki Natalii nikt nie utrzymywał z nim kontaktu. Kiedy Hela z małym Maksymilianem przyjechała do tej miejscowości, dowiedziała się od sąsiadów, że wujek zmarł kilka miesięcy temu.
Była załamana, ale wkrótce okazało się, że wujek zostawił jej w spadku swój dom. Hela postanowiła się tam przeprowadzić. Dom był stary, ale przytulny. Miał duży ogród, w którym rosły jabłonie.
Hela poczuła dziwną więź z tym miejscem, choć prawie nie znała wujka. Wieczorem po przeprowadzce zadzwonił dzwonek do drzwi. Przed domem stała mała Luiza z chłopcem około dwunastoletnim oraz troje dorosłych: dwóch mężczyzn i uśmiechnięta kobieta o zielonych oczach. – Cześć.
Przyszliśmy poznać nową sąsiadkę. Jestem Kasia. – przedstawiła się kobieta. Goście wnieśli do domu mnóstwo produktów i rzeczy dla Heleny i dziecka: środki higieny, środki czystości, pościel, ręczniki.
– Co wy? Po co to wszystko? – zawołała Hela. – Wszystko się przyda.
Tu żyjemy jak jedna rodzina. Sławka, twojego wujka, wszyscy bardzo lubiliśmy, a teraz będziemy kochać ciebie i twojego chłopca. – Kasia pocałowała Helenę w policzek. Kasia przedstawiła męża Pawła, ojca Luizy, oraz Mikołaja, starszego brata Pawła, ojca Ignacego.
Tego wieczoru Hela zrozumiała, że nie na próżno odbyła całą tę drogę. Ci ludzie i ich sposób życia szalenie jej się spodobali. Minęły cztery miesiące. Kasia pomogła Helenie znaleźć pracę w kombinacie rybnym, w dziale marketingu.
Maksymilian poszedł do żłobka. Hela czuła, że w końcu znalazła swoje prawdziwe miejsce, i starała się nie wspominać przeszłości. Z Sergiuszem rozmawiała tylko dwa razy po wyprowadzce. Za pierwszym razem zadzwoniła, żeby powiedzieć, że odeszła z domu jego rodziców.
– Sergiusz, ja i Maksymilian nie możemy już dłużej mieszkać z twoją matką. Właśnie spakowałam rzeczy i odeszłam. – Czekaj, nic nie rozumiem. – odpowiedział.
– Marianna Kowalska opowiadała ci o znalezionych papierach? – O jakich papierach? – Dokumenty na dom mojego wujka. – Aha.
O to ci chodzi? Matka coś mimochodem wspominała. Słuchaj, nie mam teraz czasu. Porozmawiajmy w domu.
– Sergiusz, wiem o planach Marianny dotyczących mojego spadku. Skoro ty też jesteś tego świadom, powinieneś zrozumieć mój stan. W domu nie będziemy mogli porozmawiać. Odeszłam stamtąd.
– Jak odeszłaś, tak wrócisz. Co to za głupie kaprysy? Przejdź się z małym, uspokój się i wracaj. Z matką porozmawiam.
Jeśli będzie trzeba, przeprosi cię. – Nie potrzebuję jej przeprosin. Do mieszkania twoich rodziców ani ja, ani Maksymilian więcej nie wrócimy. – Nie, moja droga.
Jesteś moją żoną i będziesz robić to, co ci mówię. Czyżby wydawało ci się, że jesteś taką fajną dziedziczką, że możesz żyć beze mnie? Nic nie sobą nie reprezentujesz. To ja będę decydował o wszystkich poważnych sprawach.
Trzeba było dawno postawić sprawę sprzedaży twojego spadku, a nie pieścić się z tobą, jak radziła mi matka. Wracaj do domu i czekaj tam na mnie. Sergiusz rozłączył się, a Hela jeszcze długo stała, patrząc przed siebie. Druga rozmowa miała miejsce, gdy Hela z synem jechali już na lotnisko.
Sergiusz zadzwonił pierwszy:
– Helenka, no co ty się tak obraziłaś? Głupota to wszystko. Ten dom niech go diabli. Przecież kocham was z Maksymilianem.
Wracajcie do domu. – Nie, Sergiuszu, uważam, że nic nam się już nie uda. – Co to znaczy? Dlaczego nagle?
– Nie wiem. Nie chcę być z tobą. – Co ty nie chcesz? – Nic.
Chcę zacząć nowe życie. – Ciekawe gdzie zamierzasz je zacząć? – To nieważne. Myślę, że powinniśmy się rozwieść.
– Rozwieść? Tak to nagle zaczęłaś mówić. Patrzcie jaka duma. Moja mama miała rację.
Jesteś kompletną idiotką. Przygarnęliśmy cię, wyciągnęliśmy z błota. I co, uważasz, że nic nam nie jesteś winna? Dziedziczka, kurde, znalazła się.
Sergiusz znowu rzucił słuchawką. Więcej z Heleną nie rozmawiał. Przez te miesiące Hela zbierała się na odwagę, żeby złożyć pozew o rozwód. Chciała załatwić sprawę polubownie, ale bała się, że to się nie uda.
W tym czasie bardzo zaprzyjaźniła się z Kasią, Pawłem i Mikołajem. Z Mikołajem nie było jednak prosto. Od pierwszego spotkania Hela czuła dziwne uczucie. Ten mężczyzna, starszy od niej o 13 lat, szalenie jej się podobał.
Zabraniała sobie o nim myśleć, ale nic nie pomagało. Nigdy wcześniej nie doświadczyła takiego przyciągania i to ją przerażało. Nigdy nie okazywała jednak swoich uczuć. Pewnego razu zapytała Kasię o mamę Ignacego.
– Przepraszam, nie pomyślałam. Chyba umarła? – Nie żyje i ma się dobrze. Zaśmiała się Kasia.
– prosperuje gdzieś na południu Francji. – Jak to? – A tak to. Słyszałaś o takich matkach kukułkach?
Urodziła i od razu zwiała. Najpierw mówiła, że na rok, bo zaproponowano jej korzystny kontrakt, a potem w ogóle zniknęła. Pojawiła się po trzech latach tylko po to, żeby formalnie przekazać prawa do dziecka, bo szykował jej się korzystny związek małżeński. Od alimentów Mikołaj zrezygnował.
Od tego czasu on z Ignacym mieszkają we dwójkę. Po tej historii Hela jeszcze bardziej podziwiała Mikołaja. Wydawał jej się jednak niedostępny jak telewizyjny idol. Pewnego dnia, gdy Hela wróciła z pracy i karmiła Maksymiliana kolacją, usłyszała wycie syreny.
Karetka zatrzymała się przed domem Mikołaja. Serce Heleny ścisnęło się z przeczucia. Wybiegła na zewnątrz. W tłumie zobaczyła Kasię i Pawła.
Zespół ratunkowy wyniósł na noszach Ignacego. Chłopiec był nieruchomy. – Co się stało? – szepnęła Hela.
– Ignacy wdrapał się na dach po piłkę i spadł. – zaszlochała Kasia. W szpitalu lekarz zapytał:
– Rodzice Ignacego Jakubowskiego? – Ja.
– odpowiedział Mikołaj. Po pewnym czasie wrócił drżący. Szukał czegoś w telefonie. – Kasia, masz numer Krystyny?
– A co się stało? Chcesz powiadomić byłą żonę? – Ignacy potrzebuje transfuzji, a moja krew nie pasuje. Wtedy Hela powiedziała:
– A jaka krew jest potrzebna?
Mam rzadką grupę. – Jaka dokładnie? – zapytał lekarz, który właśnie wyszedł na korytarz. – Czwarta.
Rh minus. Lekarz uniósł brwi, znacząco spojrzał na ojca chłopca i zwrócił się do Heleny:
– Pani kiedykolwiek była dawcą krwi? – Nie. – Dobrze, niech pani pójdzie ze mną.
Hela oddała Maksymiliana Kasi i poszła za lekarzem. Kiedy okazało się, że krew Heleny idealnie pasuje, poproszono ją o podpisanie dokumentów. Po zabiegu położono ją na leżance. Wydawało jej się, że zasnęła.
Poczuła na dłoni silną męską rękę i usłyszała szept:
– Dziękuję ci, dzielna dziewczynko. Nie masz pojęcia, co dla mnie zrobiłaś. Mam tylko jego, mojego syna. Gdybym go stracił… Kiedy pierwszy raz wziąłem go na ręce, takiego czerwonego i pomarszczonego, podobnego do żabki, wszystko wokół się zmieniło.
Zrozumiałem, co to jest miłość. Dziś dzięki tobie mój syn będzie żył. Nie wiem, co mogę dla ciebie zrobić, żeby ci podziękować. – Przytul mnie!
– szepnęła Hela, nie zdając sobie sprawy ze słów. Oprzytomniała, gdy Mikołaj ją objął. Pragnęła, by ta chwila nigdy się nie kończyła, ale gdy otworzyła oczy, mężczyzna odsunął się. – Przepraszam… Wydawało mi się… Wybacz, Hela.
Jego twarz była tak blisko, że czuła jego oddech. Pachniał igliwiem i mrozem. – Jak Ignacy? – zapytała spierzchniętymi wargami.
– Lekarz powiedział, że teraz będzie żył. – uśmiechnął się. Od tego dnia Hela stała się najbliższą osobą dla rodziny Jakubowskich. Kasia żartowała:
– To twój wujek nas ciebie przysłał.
Wszyscy tak kochaliśmy Sławomira. Nie mogliśmy pogodzić się z jego stratą. A teraz mamy ciebie i Maksymiliana. Mam nadzieję, że nigdzie od nas nie uciekniesz.
Pewnego dnia Kasia zapytała:
– Co u ciebie wydarzyło się z mężem, ojcem Maksymiliana? – Zwykła historia. Matka mojego męża była niezadowolona z wyboru syna i cały czas próbowała zmienić sytuację. W końcu jej się to udało.
– I co? Twój mąż to taki tchórz, który tańczy, jak mu matka zagra? – Nie wiem. Wszystko wskazuje na to, że on sam też ma o mnie niskie mniemanie.
Nie wiadomo, kiedy zdążył je zmienić. Nie zmuszałam go do ślubu. – Bóg mu sędzią. Niech żyje, jak mu się podoba.
Jak dla mnie zmarnował swoje szczęście. A myślałaś o rozwodzie? – Ciągle o tym myślę i za każdym razem boję się tego, co za tym nastąpi. Mąż nie pozwoli mi tak po prostu się rozwieść.
Albo jego matka nie pozwoli. Kiedy dowiedzieli się, że wujek zostawił mi dom, urządzili prawdziwy cyrk, jakby to był pałac w Krakowie. W towarzystwie Kasi wszystko wydawało się łatwiejsze. Hela poczuła się pewniej i postanowiła, że w poniedziałek złoży pozew o rozwód.
Ignacy wracał do zdrowia. Wszyscy po kolei go odwiedzali. Mikołaj i Paweł mieli wspólną firmę zajmującą się obróbką metalu. Rano, szykując się do pracy, Hela postanowiła zanieść Ignacemu szarlotkę.
Ubierała Maksymiliana, opowiadając mu bajkę, gdy zadzwonił dzwonek. Serce zabiło jej mocniej na myśl, że to Mikołaj. Ale za drzwiami stał Sergiusz. Maksymilian zapłakał, choć zwykle spokojnie reagował na obcych.
Swojego ojca chłopiec zdążył już zapomnieć. – Jak nas znalazłeś? – A co? Ukrywałaś się przede mną?
Przepraszam, Helenka, przyjechałem się pogodzić. Twój adres nie był trudny do ustalenia. A tu swoją drogą nie jest źle. Miasto mi się podoba.
Hela, czego milczysz? Nie cieszysz się na mój widok? – Sergiusz, nie powinieneś był tu przyjeżdżać. – Dlaczego?
Wszyscy małżonkowie się kłócą. Przez te pół roku wiele przemyślałem. Miałaś rację. Nie powinniśmy byli mieszkać z moimi rodzicami.
Niepotrzebnie też tak wcześnie decydowaliśmy się na dziecko. Ale wszystko można naprawić. Hela odwróciła wzrok. Przez myśl przemknęło jej, że może Sergiusz ma rację.
Rodzina to coś, co trzeba chronić. Chłopcu potrzebny jest ojciec. Mogliby mieszkać tutaj, z dala od matki Sergiusza. – A jak wyobrażasz sobie nasze dalsze życie?
– Wszystko załatwię, Helenka. Sprzedamy ten dom, wpłacimy wkład na kredyt i kupimy duże mieszkanie. Maluch rośnie, potrzebuje przestrzeni. Chcę, żebyś żyła jak królowa.
– Czyli proponujesz, żebyśmy wrócili? – A jak inaczej? – Mi się tu podobało nawet zimą. Ten dom pokochałam i nie chcę go sprzedawać.
– Hela, przestań. Miałaś taki okres. Rozumiem, obraziłaś się. Swoją drogą wszystko wyrzuciłem matce w twarz.
Ona przyznała, że przesadziła. Prosi cię o wybaczenie. Ja też proszę. – Sergiusz podszedł blisko i próbował wziąć ją za rękę.
Maksymilian znowu zapłakał. Hela cofnęła się. – Nie żywię do was urazy, ani do ciebie, ani do Marianny. Ale nie chodzi o urazy.
Na początku było mi bardzo trudno. A teraz… Jestem szczęśliwa, Sergiuszu. Nie chcę niczego zmieniać. – Jesteś szczęśliwa?
W jakim sensie? Może kogoś poznałaś? Mam rację? – Nie odpowiadaj.
Więc znalazłaś sobie kochanka, a ja jak idiota przyjechałem prosić o wybaczenie! Sergiusz zaczął nacierać na Helenę, nie zwracając uwagi na płacz dziecka. W tym momencie otworzyły się drzwi i w progu stanął Mikołaj. – Co tu się dzieje, Hela?
Kto to? – Aha, oto i kochanek się pojawił. A tu mąż w nieodpowiednim momencie wpadł. Ale kino.
No ty, okazuje się, jesteś zwykłą…
Sergiusz nie zdążył dokończyć. Mikołaj z całej siły ścisnął jego przedramię. – Wyjdźmy na zewnątrz i porozmawiajmy na podwórku. Hela nie słyszała rozmowy.
Z bijącym sercem obserwowała z okna. Widziała, jak Mikołaj z trudem powstrzymał się, by nie uderzyć Sergiusza, jak jej mąż zamilkł i przestał machać rękami. Potem Sergiusz skierował się do furtki i ani razu się nie obejrzał. Mikołaj wrócił do domu:
– Hela, przepraszam, że się wtrąciłem.
Może planowaliście się pogodzić, a ja ze swoimi zasadami wtargnąłem do waszego klasztoru. – Na pewno nie masz za co przepraszać. Planowałam w poniedziałek złożyć pozew o rozwód. Sergiusz przyjechał bez ostrzeżenia.
Nie czekałam go ani nie zapraszałam. – No cóż, w takim razie mogę się nie przejmować. Mikołaj zamilkł. – Hela, wiem, że jestem od ciebie znacznie starszy i od dawna nie miałem związku.
Chciałem zaprosić cię na kolację. Kasia, myślę, nie odmówi, żeby zostać z dziećmi. Ale tylko jeśli moja propozycja cię krępuje…
– Bardzo bym chciała. Bardzo!
– przerwała Hela. W jej oczach stały łzy radości. Była szczęśliwa, po prostu szalenie szczęśliwa. Wieczorem, gdy stała przed lustrem w nowej lawendowej sukience, zadzwonił telefon.
Widząc numer męża, z ulgą odetchnęła. Cokolwiek by powiedział, nie miało to już znaczenia. – No i jak ty? Jak wrażenia?
– powiedział Sergiusz. Jego język trochę się plątał. – Sergiusz, przepraszam, jeśli wydaje ci się obraźliwe to, że przebyłeś taką drogę na próżno. Trzeba było zadzwonić.
– Co omówić? Miałaś mi opowiedzieć o tym swoim starzejącym się mięśniaku? – Powiedziałabym, że dawno powinniśmy rozwiązać sprawę rozwodu. Przez pół roku ani razu się nie skontaktowaliśmy.
– Co? Dla ciebie to ogromny okres pół roku? To ty uciekłaś i mnie zostawiłaś, a teraz oświadczasz, że znalazłaś mi zastępstwo i chcesz się rozwieść? Dobra żona.
Tylko nie myśl, że przez ten czas cierpiałem. Ja też miałem inną kobietę. Ma swój salon, manicure i super samochód, jedyny w mieście. – Bardzo się cieszę, Sergiusz.
Naprawdę się cieszę. – Z czego się cieszysz? Z tego, że przyprawiałem ci rogi, idiotko! I taką zawsze byłaś!
Sergiusz rozłączył się bez pożegnania. Hela spojrzała na zgaszony ekran i powiedziała na głos:
– Cieszę się, że znalazłeś tę, która pasuje twojej mamie. I cieszę się, że przyjechałeś do tego miasta i nawet o tym nie wiedząc, pomogłeś mi stać się najszczęśliwszą na świecie. Hela i Mikołaj pobrali się następnej wiosny.
Wiosna była tak wczesna i ciepła, jakby surowy kraj chciał pokazać się swojej nowej mieszkance jeszcze piękniej. Nawet miejscowe jabłonie zakwitły wcześniej niż zwykle. Hela przyjęła ten fenomen z ogromną wdzięcznością, zachowując w sercu ten dzień, ciepło rąk narzeczonego i to, że jej syn od niedawna zaczął nazywać Mikołaja tatą.


