Gdy samolotem gwałtownie zatrzęsło, w kabinie klasy biznes rozległy się przestraszone okrzyki. Pasażerowie posłusznie zapinali pasy, gdy nagle z ostatniego rzędu dobiegł bolesny jęk. Alona, stewardesa, odwróciła się natychmiast. Młoda kobieta przy przejściu, blada jak ściana, trzymała się za brzuch.

„Proszę mi pomóc” – wykrztusiła Diana. „Coś jest nie tak z dzieckiem. Tak mnie gniecie. To tylko turbulencje, prawda?
”
Alona położyła dłoń na jej brzuchu i poczuła twardniejące mięśnie. Trzydziesty czwarty tydzień ciąży. Za wcześnie na poród. „Czy jest tu lekarz?
” – zapytała głośno stewardesa. Z fotela wstał mężczyzna w drogiej koszuli. Alona rozpoznała go, zanim zrobił krok. Grigorij Czistopujew.
Jej były mąż. Człowiek, który osiem lat temu zrujnował jej życie. Kiedyś pracowali razem jako lekarze w tej samej klinice. Podczas skomplikowanej operacji przez zaniedbanie Grigorija w ciele pacjenta został gazik.
Gdy wybuchł skandal, on, korzystając z dostępu do dokumentacji, przerzucił winę na Alonę. Straciła prawo wykonywania zawodu i trafiła do kolonii karnej na rok. Rozwód, więzienie, zatrzaśnięte drzwi do medycyny. Musiała zaczynać od zera jako stewardesa.
Teraz stał przed nią ten sam tchórz. „Jestem jej lekarzem” – rzucił Czistopujew. „Proszę przynieść szklankę wody i nie plątać się pod nogami”. Alona poszła po wodę.
Sytuacja Diany pogarszała się. Samolot wpadł w strefę silnych turbulencji, światła zaczęły migać. Grigorij próbował badać pacjentkę, ale jego ruchy były nieudolne. W końcu wyciągnął z plecaka blister z lekami, ale wtedy maszyna wpadła w dziurę powietrzną.
Lek upadł i zniknął pod fotelami. Czistopujew uderzył bokiem o podłokietnik. „Nie mogę! ” – krzyknął drżącym głosem, blady jak ściana.
„Nie da się tu pracować. To serce. Potrzebuję tlenu”. I zamknął się w toalecie.
Została tylko ona. Alona chwyciła zestaw ratunkowy, ale okazało się, że w apteczce brakuje środka rozkurczowego – ktoś na ziemi nie uzupełnił zapasów. Zrozumiała: Grigorij, jako osobisty lekarz Diany, musi mieć ten preparat w swoim plecaku. Walczyła z nim przez drzwi toalety, gdy wyznał ze strachem: „Wiesz, czyim on jest ojcem?
Zurab Mamardaszwili. Jeśli popełnię błąd, rozszarpie mnie na kawałki”. „Daj mi lek” – zażądała. „Nie.
Jeśli coś pójdzie nie tak, odpowiedzialność spadnie na mnie”. Alona odeszła. Znalazła blister w jego plecaku i podała Dianie ostatnią kapsułkę. Przez chwilę kobieta poczuła ulgę, ale turbulencje nie ustępowały, a Diana znów zaczęła cierpieć.
Nagle w szczelinie pod fotelem Alona dostrzegła błysk. To była ta sama kapsułka, którą upuścił Czistopujew. Podniosła ją, przetarła i podała rodzącej. Diana ustabilizowała się.
Samolot wylądował. Zespół medyczny wszedł na pokład, a za nim ojciec Diany, wpływowy biznesmen Zurab Mamardaszwili. Czistopujew natychmiast się wyprostował: „Wszystko pod kontrolą. Osobiście nadzorowałem sytuację od początku lotu”.
Pasażerowie wybuchnęli oburzeniem. Wskazywali na Alonę: to ona ratowała, on siedział schowany w toalecie. Gdy lekarz pogotowia zapytał, co podano pacjentce, Alona odpowiedziała: „Środek rozkurczowy. Dwa razy”.
„Skąd na pokładzie wziął się taki lek? ” – zdziwił się lekarz. „To cud”. Czistopujew próbował jeszcze przekrzyczeć tłum, zwracając się do Mamardaszwilego: „Ta kobieta nie ma prawa udzielać pomocy medycznej!
Straciła licencję. Siedziała w więzieniu! ”
– To prawda? – zapytał Zurab, patrząc na Alonę.
Zanim zdążyła odpowiedzieć, stres całego dnia zwalił ją z nóg. Straciła przytomność. Obudziła się w punkcie medycznym lotniska. Po kilku godzinach do drzwi zapukał sam Mamardaszwili.
„Diana urodziła godzinę temu zdrowego chłopca” – powiedział z uśmiechem w oczach. „Wszystko dzięki pani. Pasażerowie nagrali całe zajście. Widziałem, kim naprawdę jest Czistopujew.
Gdy tylko wyszliśmy na ziemię, wyrzuciłem go z pracy. Zleciłem też prawnikom przejrzenie pani starej sprawy”. Miesiąc później sprawa Alony została wznowiona. Dokumenty Grigorija okazały się sfałszowane, a ją oczyszczono ze wszystkich zarzutów.
Tego samego dnia zadzwonił Mamardaszwili: „Prokuratura wszczęła sprawę przeciwko panu byłemu mężowi. Tym razem się nie wywinie. Ale dzwonię też z propozycją. Moja rodzina potrzebuje lekarza.
Proszę wrócić do medycyny, pani doktor”. Alona odłożyła telefon i spojrzała w błękitne niebo. Jej życie wracało na właściwe tory – z podniesioną głową.


