Na jarmarku mała dziewczynka pociągnęła mnie za płaszcz i uśmiechnęła się najjaśniejszymi szmaragdowymi oczami, jakie kiedykolwiek widziałem. „Moja mama ma taki sam znak jak pan” – powiedziała,…

Na jarmarku mała dziewczynka pociągnęła mnie za płaszcz i uśmiechnęła się najjaśniejszymi szmaragdowymi oczami, jakie kiedykolwiek widziałem. „Moja mama ma taki sam znak jak pan" – powiedziała,...

Minęło pięć lat, odkąd płomienie strawiły fortecę, ale zapach dymu wciąż budził Tawisza Blackthorne’a w środku nocy. Dziedziczył po zmarłej partnerce bliznę w kształcie półksiężyca, która płonęła wiecznie, choć na jego piersi była tylko pamiątką po kobiecie, którą uważał za zmarłą. Stado Srebrnych Kłów szukało w nim siły, ale on nosił w sobie tylko wilka, który wył z rozpaczy. Jesienny jarmark w Thornville kusił go obietnicą normalności, choć jego serce pozostało uwięzione w popiołach przeszłości.

Thumbnail

Doradcy namawiali go, by znalazł nową partnerkę i zabezpieczył linię krwi, ale sam pomysł wydawał mu się zdradą. W końcu zszedł z murów, by stawić czoła kolejnemu dniowi życia bez drugiej połowy swojej duszy. Na jarmarku poruszał się wśród tłumu jak ucieleśniony cień. Kupcy kłaniali się głęboko, a dzieci biegały między straganami, ale jego wilk krążył niespokojnie pod skórą, szukając czegoś, czego nie potrafił nazwać.

Gdy chciał już odejść, coś małego i ciepłego zderzyło się z jego nogami. Mała dziewczynka, nie starsza niż sześć lat, spojrzała w górę najjaśniejszymi szmaragdowymi oczami, jakie kiedykolwiek widział. Coś poruszyło się w jego piersi – rozpoznanie bez zrozumienia, przyciąganie, którego nie umiał wyjaśnić. – Cześć, proszę pana – powiedziała i pociągnęła za jego płaszcz.

– Moja mama ma taki sam znak jak pan. Wskazała na widoczną na jego szyi bliznę w kształcie półksiężyca. Świat się zatrzymał. Krew w jego żyłach zamieniła się w lód, a wilk rzucił się do przodu, nagle czujny, nagle zdesperowany.

Zapach dziecka ogarnął go – zapach dzikich kwiatów i porannej rosy – ale pod spodem kryło się coś znajomego i niemożliwego. – Co powiedziałaś? – zdołał wykrztusić. – Mama ma taki sam znak, tutaj – dotknęła swojego ramienia.

Głos mu się załamał. – Gdzie jest twoja mama? – Kupuje lecznicze rośliny. Przyjechaliśmy na jarmark.

Nogi Tawisza poruszały się bez świadomego polecenia, przyciągane niewidzialną nicią ku przeznaczeniu, którego istnienia nigdy nie śmiał sobie wyobrazić. Przez trzy dni przeszukiwał wioskę, ale dziecko zniknęło jak poranna mgła. Sen nie przychodził mu do głowy, gdy chodził po salach fortecy, a słowa dziewczynki odbijały się echem w jego głowie. Więź między partnerami mogła zostać zerwana jedynie przez śmierć.

Jeśli ktoś nosił jego znak, oznaczało to, że Sarafina żyje. Czwartego dnia o świcie ujrzał ją. Stała obok fontanny z kapturem naciągniętym nisko, ale nie mogła ukryć wdzięcznego kształtu swojej szyi ani sposobu, w jaki się poruszała. Ich spojrzenia spotkały się na placu, a w jej oczach pojawiła się panika.

Zanim zdążył zrobić krok, odwróciła się i uciekła, znikając w tłumie. – Sarafina! – krzyknął, ruszając w pościg, ale rozpłynęła się w labiryncie ulic. Jego partnerka żyła.

Wszystko, w co wierzył, było kłamstwem. Polowanie trwało dwa tygodnie, aż podróżujący kupiec zgłosił, że widział kobietę pasującą do opisu w górskiej wiosce Milbrook. Tawisz przybył przed świtem, a jego zaufani wojownicy otoczyli osadę. Gdy Sarafina wyszła z chaty, a dziecko trzymało się jej spódnicy, on wiedział, że tym razem nie ucieknie.

– Musimy porozmawiać – powiedział, chwytając ją za ramiona. – Puść mnie, proszę – jej głos drżał. – Nie, dopóki nie wyjaśnisz, gdzie byłaś. Dlaczego uciekasz od swojego partnera?

Sarafina obejrzała się na dziecko, które obserwowało ich szeroko otwartymi oczami. – To nie jest odpowiednie miejsce. – Wybierz dowolne miejsce, ale ta rozmowa odbędzie się teraz. – Stary młyn nad strumieniem.

Daj mi godzinę. Tawisz spojrzał na dziewczynkę. Kształt jej nosa przypominał jego, a uparty podbródek odziedziczyła po matce. – Nasza córka jedzie z nami.

Zasługuje na to, by poznać swojego ojca. – Ona nie wie – zaczęła Sarafina. – W takim razie czas, by się dowiedziała. W starym młynie czekał na nią w cieniu, wszystkie zmysły wyostrzone.

Przybyła o czasie, a dzieckiem mocno ściskającym jej dłoń. – Jak ma na imię? – zapytał. – Sofia – odpowiedziała po chwili wahania.

– Sofia Blackthorne. Jego serce pękło po raz pierwszy od lat. – Moja córka nie wie – ostrzegła. – Dla niej jesteśmy tylko podróżnikami.

Nie pozwolę, żebyś ją zdezorientował. – Ona nosi moją krew. Podobieństwo jest nie do pomylenia. Ostatecznie Sarafina straciła spokój, a w jej oczach pojawiła się udręka, którą skrywała przez lata.

– Proszę, Tawisz. Po prostu nas puść. – Nigdy więcej. Powiedz mi, gdzie byłaś.

Wyjaśnij, dlaczego zniknęłaś. – Żyłam w ukryciu – odparła cicho. – Byłam uwięziona w ogniu przez magię, która wykorzystała nasze połączenie, by mnie zniewolić. Uwięziona przez ludzi, którzy chcieli, abym spłonęła wraz ze wszystkim, co zbudowałeś.

– To niemożliwe. Więź chroni. – Więź może zostać wypaczona. Zamieniła się w kajdany zamiast pocieszenia, wykorzystana jako broń przez tych, którzy rozumieją jej naturę.

– Kto? – zapytał, a w jego głosie narastała wściekłość. – Zadaj sobie pytanie: kto zyska, gdy przywódca stada straci swoją lunę? Kto zyska władzę, gdy linia Blackthorne’ów się skończy?

Odpowiedź stała się przerażająco jasna. Magnus Ravenrest, jego najbardziej zaufany doradca. Człowiek, który stał u jego boku podczas niezliczonych bitew, który organizował poszukiwania po pożarze i namawiał go, by znalazł nową partnerkę. – Chciał mnie dla siebie – powiedziała Sarafina.

– Kiedy odrzuciłam jego zaloty, postanowił, że skoro nie może mnie mieć, to nikt nie może. Magiczne runy wyryte w podłodze naszej sypialni. Zaprojektowane tak, by zamienić naszą więź w kajdany, gdy ogień je dosięgnie. Miałam spłonąć powoli, uwięziona przez to samo połączenie, które powinno mnie ocalić.

– Jak udało ci się uciec? – Starsza Marin, wiejska uzdrowicielka, rozpoznała działanie run i zdołała je osłabić. Ale byłam w ciąży i sama. Nie miałam dokąd pójść.

Mogłaś przyjść do mnie. – Jakim dowodem? Magnus doskonale zatuszował swoje ślady. Dla wszystkich innych byłam po prostu kolejną ofiarą pożaru.

Przez trzy dni trwały ostrożne rozmowy. Sarafina wyjaśniła, że jej wilczyca nigdy w pełni nie wróciła po tej nocy – magia uszkodziła coś istotnego, pozbawiając ją większości nadprzyrodzonych zdolności. Bez siły i mocy uzdrawiającej była bezbronna, a Magnus bez wahania wykorzystałby jej słabość, gdyby dowiedział się o jej przetrwaniu. – W takim razie będziemy musieli być sprytni, a nie silni – zdecydował Tawisz.

– Wykorzystajmy jego arogancję przeciwko niemu. Tawisz wrócił sam do fortecy, pozostawiając Sarafinę i Sofię ukryte u starszej Mariny. Z każdą rozmową z Magnusem tańczył delikatny taniec wprowadzania w błąd. – Wydajesz się zmartwiony, mój panie – zauważył Magnus.

– Poszukiwania Lady Sarafiny nadal cię obciążają. – Postanowiłem zaprzestać poszukiwań – skłamał płynnie Tawisz. – Czas pogodzić się z tym, że ona odeszła, i zająć się sukcesją. W bladych oczach Magnusa pojawiło się zainteresowanie.

– Mądra decyzja. Stado potrzebuje stabilności. – Rozważałem Lady Hall ze stada Windmere – powiedział Tawisz. – Jej ojciec naciska na sojusz.

– Doskonały wybór – zgodził się Magnus. – Czy mam zorganizować formalne spotkanie? – Za dwa tygodnie. Chcę, żeby wszystko było idealne na jej przybycie.

Nowe komnaty, najlepsze wyposażenie, uczta zaręczynowa. Magnus promieniał zadowoleniem, wyobrażając sobie swoje wzmocnione wpływy. Jego ambicja czyniła go przewidywalnym. Tej nocy Tawisz wymknął się z fortecy i pojechał do chaty starszej Mariny.

Sarafina czekała w ogrodzie. – Złapał przynętę? – zapytała bez wstępów. – Jak wygłodniały wilk.

Za czternaście dni, kiedy Lady Hall przybędzie na ceremonię zaręczyn, Magnus będzie oczekiwał umocnienia swojej władzy. Zamiast tego stanie przed sądem. Sofia będzie bezpieczna, kiedy sprawiedliwość zostanie wymierzona. Starsza Marin podzieliła się z nimi informacjami o technikach magicznych, które stosował Magnus.

– Magia krwi – wyjaśniła. – Stara i zakazana. Runy zostały aktywowane przez moc pełni księżyca. – Czy można je złamać?

– zapytała Sarafina. – Tak, przy pomocy odpowiedniego rytuału przeciwdziałającego, ale wymaga to dobrowolnego udziału obu połów i miejsca, w którym pierwotnie zawarto więź. – Ruiny naszych starych komnat – powiedziała Sarafina. – Marin powiedział, że runy zostały wyryte głęboko, by były trwałe.

Było coś jeszcze. – Dziecko nosi ślady tej samej magii – powiedziała cicho Marin. – Nie na tyle, by jej zaszkodzić, ale na tyle, by mogła stać się potężnym skupiskiem mocy podczas rytuałów. Krew Tawisza zamieniła się w lód.

Magnus mógłby wykorzystać Sofię, by dokończyć to, co zaczął. Gdy Lady Hall przybyła z odpowiednią pompą, Tawisz doskonale odegrał swoją rolę, witając przyszłą narzeczoną z dworską gracją, podczas gdy Magnus nadzorował każdy szczegół. Uroczystość zaręczynowa przebiegała zgodnie z planem – przemówienia, toasty, szlachta świętująca polityczne sojusze, nieświadoma, że jest świadkiem preludium sprawiedliwości. Moment nadszedł, gdy Magnus podszedł z kielichem wina.

– Za nowe początki, mój panie. Tawisz przyjął kielich, ale nie wypił. – Właściwie, Magnusie, myślę, że powinniśmy najpierw omówić stare zakończenia. Na twarzy doradcy pojawiło się zmieszanie.

– Opowiedz mi o pożarze sprzed lat – powiedział Tawisz rozmownym tonem. – O runach, które wyryłeś w podłodze mojej sypialni. O lunie, którą próbowałeś zamordować. Kolor zniknął z twarzy Magnusa.

– Nie wiem, o czym mówisz. – Naprawdę? W takim razie może moja partnerka odświeży ci pamięć. Sarafina wyszła z cienia na drugim końcu sali.

Wśród zgromadzonych szlachciców rozległy się westchnienia, gdy rozpoznali kobietę, którą uważali za zmarłą. – Niemożliwe – wyszeptał Magnus. – Spłonęłaś. Widziałem to.

– Widziałeś, jak prawie umieram – poprawiła go Sarafina. – Ale prawie to nie to samo, co całkowicie, prawda? Starsza Marin weszła do sali z drewnianym pudełkiem pulsującym nieziemską energią. Szlachta rozstąpiła się przed nią.

– Przynoszę dowody użycia magii krwi przeciwko rodowi Blackthorne’ów – ogłosiła. – Te fragmenty kamienia pochodzą z komnaty, w której Lady Sarafina prawie zginęła. Magia wciąż tam pozostaje. Gdy otworzyła pudełko, na kamieniach zaczęły pulsować runy.

Marin spojrzała na Magnusa. – Krew woła krew. Intencja woła intencje. Czy zechciałbyś wyjaśnić, dlaczego rezonują one z twoją obecnością?

– To kłamstwo! – krzyknął Magnus, a kamienie rozbłysły nagłym światłem, reagując na jego emocjonalny wybuch z nieomylnym rozpoznaniem. Magiczny ślad był wyraźny – przepojony złośliwością i zazdrością, która stworzyła narzędzia morderstwa. Odbudowany krąg runiczny płonął złowrogą energią, a szlachta cofnęła się w instynktownym strachu.

Sarafina podeszła bliżej, a jej ramię zaczęło świecić czystym srebrnym światłem, walcząc z zepsuciem, czerpiąc moc z samej miłości. – Więź trwa – zauważyła z podziwem Marin. – Nawet uszkodzona, nawet wypaczona. Jej rdzeń pozostaje prawdziwy.

Magnus patrzył z przerażeniem, jak jego starannie przygotowana pułapka ujawnia swoje słabości. Nagle sięgnął po sztylet i rzucił się w stronę Sarafiny. Tawisz poruszył się z nadprzyrodzoną szybkością, przechwytując atak. – Odłóż broń, Magnusie!

– rozkazał. – Już przegrałeś. – Myślisz, że może być gorzej? – Magnus roześmiał się histerycznie.

– Wszystko, na co pracowałem, zniszczyła kobieta, która powinna była umrzeć wiele lat temu. Atakował z desperacją, ale Tawisz parował każdy cios. Nagle Magnus zrozumiał, że tylko opóźnia czas. Celowo pozwolił, by ostrze Tawisza zraniło jego ramię, a krople krwi spadły na wzór runiczny.

– Magia krwi wymaga krwi! – warknął, a starożytna pułapka ożyła. Sarafina krzyknęła, gdy niewidzialne łańcuchy owinęły się wokół jej ducha. Reaktywowana magia sięgnęła również po Tawisza, próbując dokończyć zniszczenie.

Agonia rzuciła go na kolana, ale tym razem Sarafina nie była sama. Ich więź, wystawiona na próbę przez czas i odległość, stała się silniejsza. – Musicie stawić temu czoła razem – krzyknęła Marin. Tawisz zmusił się do wyprostowania i zataczając się podszedł do Sarafiny.

Ich palce dotknęły się w przestrzeni między nimi, a z tego kontaktu wybuchło srebrne światło. Magnus wrzasnął z wściekłości, gdy jego pułapka obróciła się przeciwko niemu. Magia krwi miała na celu zniszczenie dobrowolnej więzi, ale w obliczu połączenia, które nie uległo zerwaniu pomimo lat rozłąki i bólu, zaklęcie nie zadziałało. Runy zaczęły pękać, a ich zła energia stała się chaotyczna.

– Krąg się rozpada! – ostrzegła Marin. Magnus próbował uciec, ale drogę zagrodził mu sir Aemon i oddział strażników. – Sprawiedliwość wymaga zadośćuczynienia – powiedział ponuro Aemon.

– Stań przed sądem swojego przywódcy, zdrajco. Krąg rozpadł się z dźwiękiem tłuczonego szkła, a zepsuta energia rozproszyła się w nieszkodliwe iskry. Tawisz i Sarafina upadli razem, trzymając się za ręce, gdy ostatnie echa magicznej burzy ucichły. Znak na ramieniu Sarafiny płonął nową energią, już nieskażoną.

– To już koniec – wyszeptała. – To koniec – potwierdził. Magnus klęczał w uścisku sir Aemona, a jego twarz była maską porażki. Magiczny odwet wyraźnie go postarzał – srebrne pasma pojawiły się w jego włosach, a zmarszczki wyryły się wokół oczu.

– Jak to możliwe? – zapytał żałośnie. – Zaklęcie było bezbłędne. – Ponieważ całkowicie źle zrozumiałeś to, co próbowałeś zniszczyć – odpowiedziała cicho Marin.

– Prawdziwa więź między partnerami nie jest słabością, którą można wykorzystać. To siła, która rośnie w obliczu przeciwności losu. – Dlaczego, Magnusie? – zapytał Tawisz.

– Powierzyłem ci swoje życie. – Ponieważ ona miała być moja – wyszeptał Magnus. – Ja ją pierwszy zobaczyłem. To ja pierwszy ją pokochałem.

Ale wybrała młodego przywódcę stada zamiast mądrego doradcy. Rada Stada zebrała się o świcie, aby wydać wyrok. Dowody były przytłaczające – artefakty, zeznania, własne wyznanie. – Za zdradę wobec rodu, za próbę zamordowania Luny za pomocą magii i za spisek mający na celu zniszczenie świętych więzi – ogłosił Tawisz – skazuję cię na wygnanie poza granice wszystkich cywilizowanych terytoriów.

Magnus podniósł głowę. – Nie skazujesz mnie na śmierć? – Śmierć byłaby łaską – odparł Tawisz. – Żyj ze świadomością, ile kosztowała cię zazdrość, i nigdy nie zapominaj, że miłość okazała się silniejsza niż twoja nienawiść.

Strażnicy wyprowadzili złamanego mężczyznę. Lady Hall podszedł z łaskawym zrozumieniem, zwalniając Tawisza z umowy zaręczynowej. – Dbajcie o siebie nawzajem – poradziła. – Prawdziwa miłość jest rzadsza niż sojusz polityczny.

Starsza Marin została, a jej zniszczone dłonie przeglądały magiczne zapasy. – Jest jeszcze jedna rzecz – powiedziała cicho. – Dziecko, Sofia, powinna zostać poddana testom na zdolności magiczne. – Czy jest w niebezpieczeństwie?

– zapytała ostro Sarafina. – Nie w niebezpieczeństwie – zapewniła Marin. – Ale nosi ślady obu linii krwi i była narażona na działanie zepsutej magii. Może rozwinąć zdolności, których nie posiadało żadne z jej rodziców.

Trzy dni później mała Sofia stała w wielkiej sali fortecy, trzymając ojca za rękę, podczas gdy służba przygotowywała ceremonię przywrócenia Sarafiny do roli Luny. Dziecko przystosowało się z niezwykłą odpornością, traktując zamek jako rozbudowany plac zabaw. – Czy będzie ciasto? – zapytała poważnie.

– Dużo ciasta – obiecał Tawisz, uśmiechając się do jej podniesionej twarzy. – I tańce, i prezenty. Ceremonia była prosta, ale głęboka. Starsza Marin przeprowadziła rytuał formalnie przywracający Sarafinie status Luny, a członkowie stada zgromadzili się, by być świadkami powrotu swojej pani.

– Czy ty, Sarafino z Leśnych Klanów, akceptujesz przywrócenie statusu Luny ze stada Srebrnych Kłów? – Tak – odpowiedziała czystym i silnym głosem. – Czy ty, Tawiszu Blackthorne, akceptujesz powrót swojej partnerki wraz ze wszystkimi obowiązkami i radościami? – Tak.

Gdy rozpoczęła się uroczystość, Sofia klaskała z radością, tańcząc między rodzicami. Jej śmiech odbijał się echem od zwietrzałych kamieni. – Jesteś szczęśliwa? – zapytał Tawisz.

– Pełna – odpowiedziała Sarafina i pochyliła się, by pocałować go po raz pierwszy od lat. Zima minęła, a wiosna przyniosła odnowę. Stado przyjęło nowy rytm życia, a pytania Sofii zaczęły podważać stare tradycje. – Dlaczego dzieci z wioski nie mogą się tu bawić?

– zapytała podczas wieczornego spaceru. – Bo są ludźmi – wyjaśnił automatycznie Tawisz, po czym się zatrzymał. – Mama też była człowiekiem, kiedy ją poznałeś – zauważyła Sofia. – A teraz jest Luną.

Sarafina wymieniła znaczące spojrzenie ze swoim partnerem. – Może – zasugerowała ostrożnie – czas ponownie przemyśleć niektóre z naszych starych granic. Zmiany były stopniowe, ale znaczące. Dzieci z wioski zaczęły odwiedzać fortecę podczas festiwali, a ludzcy uzdrowiciele pracowali ramię w ramię z nadprzyrodzonymi odpowiednikami.

– Zmieniasz nie tylko naszą rodzinę – zauważył pewnego popołudnia sir Aemon, obserwując mieszane grupy dzieci bawiące się na dziedzińcu. – Zmiana była nieunikniona – odpowiedział Tawisz. – Sarafina po prostu pomogła nam wybrać kierunek. Starsza Marin osiedliła się na stałe w fortecy.

Jej wiedza okazała się nieoceniona, a obecność zapewniała stabilność Sofii, której rozwijające się moce wymagały ostrożnego przewodnictwa. – Śni w kolorach, które jeszcze nie istnieją – relacjonowała Marin po jednej z sesji. – Czasami wie o rzeczach, zanim się wydarzą. Przesilenie letnie przyciągnęło gości z całego królestwa, którzy przybyli, by zobaczyć cudowne dziecko.

Sofia, teraz siedmioletnia, oczarowała odwiedzających dostojników tą samą niewinną bezpośredniością. – Mój tata jest najsilniejszym przywódcą stada – poinformowała delegację z sąsiednich terytoriów. – Ale moja mama jest najmądrzejsza. Razem mogą naprawić wszystko.

Odwiedzający uśmiechnęli się pobłażliwie, nie zdając sobie sprawy, że słyszą przepowiednię, a nie zwykłą deklarację oddania. Sarafina rzeczywiście zmieniała politykę stada, proponując sojusze przynoszące korzyści wszystkim, w tym ludzkim osadom. – Oni mają zasoby, których potrzebujemy, a my mamy ochronę, której oni potrzebują – potwierdziła. – Czas sformalizować relacje, które rozwijały się nieformalnie od pokoleń.

Dokumenty sojuszu zostały podpisane pod gwiaździstym niebem, podczas gdy dzieci bawiły się w ogrodach, które kiedyś służyły wyłącznie do ćwiczeń wojskowych. Starsza Marin znalazła Tawisza stojącego samotnie na murach. – Żałujesz czegoś? – zapytała delikatnie.

– Nie – odpowiedział szczerze. – Chociaż czasami zastanawiam się, co by się stało, gdyby Sofia nie wpadła na mnie tego dnia. – To samo, w końcu – powiedziała z przekonaniem Marin. – Miłość taka jak wasza nie znika tylko dlatego, że jest ukryta.

Znajduje sposób, by wyjść na powierzchnię, czy to przez niewinne słowa dziecka, czy przez inny katalizator. – Przeznaczenie czy wolna wola? – Oboje wybraliście miłość zamiast nienawiści, zaufanie zamiast strachu. Reszta nastąpiła naturalnie.

Od sześciu lat stado Srebrnych Kłów zostało przekształcone z odizolowanej fortecy w serce kwitnącego sojuszu. Przepowiednie dotyczące Sofii okazały się trafne – dziewczynka pełniła rolę pomostu między światami, a jej wyjątkowe dziedzictwo pozwalało jej dostrzegać rozwiązania, które wymykały się tradycyjnemu myśleniu. – Mamo, tato! – dwunastoletnia Sofia wpadła do prywatnych komnat.

– Przybyła delegacja z dalekiej północy! Tawisz odłożył umowę handlową i uśmiechnął się do entuzjazmu córki. Nawet w młodym wieku rozumiała polityczne znaczenie wizyt z terytoriów, które wcześniej były wrogie. Jej istnienie podważało stare przekonania dotyczące czystości krwi.

– Opowiesz im moją historię? – zapytała Sofia, siadając między rodzicami. – Którą historię? – zapytała z rozbawieniem Sarafina.

– Jak słowa małej dziewczynki ponownie zjednoczyły rodzinę – odpowiedziała uroczyście Sofia. – I jak miłość okazała się silniejsza niż magia stworzona, by ją zniszczyć? Tawisz przytulił oboje – żonę i córkę – zachwycając się, jak bardzo zmienił się jego świat od tego jesiennego dnia, kiedy niewinna ciekawość zburzyła starannie zbudowane mury wokół jego serca. Znak na jego piersi nie sprawiał już bólu utraty.

Świecił więzią, celem i absolutną pewnością, że niektóre więzi są naprawdę nierozerwalne. – Dawno, dawno temu – zaczął – był sobie przywódca stada, który myślał, że stracił wszystko. Gdy nad Thornville zapadła noc, historia trwała dalej, nie kończąc się, ale zaczynając od nowa z każdym pokoleniem, które nauczyło się największej lekcji miłości.

Czasami najgłębsza magia nie tkwi w mistycznych zaklęciach czy nadprzyrodzonych mocach, ale w prostej odwadze, by zaufać swojemu sercu i nigdy się nie poddawać.