Court Maverick zamarł za fałszywą ścianą własnej sypialni. Przez małe, zakamuflowane otwory w starym lustrze widział idealnie swoją narzeczoną Sabrinę Whitemore, szepczącą przez telefon, podczas gdy jego umierająca matka leżała w łóżku zaledwie trzy metry dalej. To był czwarty dzień jego udawanej podróży do Meksyku i czwarty dzień odkrywania, że wszystko, w co wierzył przez ostatnie osiem miesięcy, było kłamstwem. Court nie był zwykłym człowiekiem.

W wieku trzydziestu czterech lat był najpotężniejszym szefem organizacji przestępczej w całym Teksasie. Ludzie drżeli, gdy wymawiał jego imię. Ale teraz, ukryty w tajnym pokoju, czuł coś, czego nie doświadczał od dzieciństwa – wściekłość tak intensywną, że musiał zacisnąć pięści, by nie wyjść i nie skręcić Sabrinie karku gołymi rękami. – Jego matka jest prawie martwa – kontynuowała Sabrina, a jej głos ociekał pogardą.
– Ta stara wiedźma jest tak napompowana morfiną, że ledwo wie, gdzie jest. Court spojrzał na swoją matkę. Lorraine Maverick leżała w łóżku z białym baldachimem. Miała sześćdziesiąt osiem lat, ale rak trzustki sprawił, że wyglądała na dziewięćdziesiąt.
Jej niegdyś silne ręce były teraz cienkie jak gałązki. Ale najgorsze było to, że jego matka, kobieta, która nauczyła go strzelać i prowadzić interesy z bezwzględną inteligencją, była teraz całkowicie bezbronna. Lekarze dawali jej trzy, może cztery miesiące. – Powiedziałam ci, Colt – ciągnęła Sabrina, a jej głos stawał się coraz bardziej podekscytowany.
– Plan jest idealny. Court myśli, że jestem w nim zakochana. Ten głupiec nie wie, że prawdziwa Sabrina Whitemore nie żyje od sześciu miesięcy. Jej ciało leży na dnie jeziora Travis, dokładnie tam, gdzie je zostawiłam.
Świat Courta zatrząsł się w posadach. Przez cztery dni obserwował, jak Sabrina maltretuje jego matkę, celowo podając jej zbyt małe dawki leków przeciwbólowych, obserwując z satysfakcją, jak starsza kobieta skręca się z bólu. Ale to odkrycie – fałszywa tożsamość, morderstwo – było czymś znacznie gorszym. – Kiedy go zabijemy?
– zapytał męski głos przez telefon. Court rozpoznał go natychmiast. Colt Reed, jego własny menedżer finansowy, człowiek, któremu powierzył dostęp do kont bankowych wartych ponad siedemset milionów dolarów. – Po ślubie – odpowiedziała Sabrina.
– Potrzebuję najpierw legalnego małżeństwa. Jego prawnicy są zbyt dobrzy. Jeśli umrę przed ślubem, nie dostanę ani grosza. Ale jako wdowa otrzymam wszystko.
Posiadłość, biznesy, pieniądze, wszystko. Court zamknął oczy, zmuszając się do pozostania nieruchomym. Każdy mięsień jego ciała krzyczał, by działać. Ale nie mógł.
Jeszcze musiał wiedzieć wszystko – każdy szczegół, każdą osobę zaangażowaną w spisek. – A co z tą opiekunką? – zapytał Colt. – Widziała cię wczoraj krzyczącą na starą.
Co jeśli powie Courtowi? Sabrina parsknęła. – Eve Harper? Ta mysz nie ma jaj, by komukolwiek cokolwiek powiedzieć.
Jest zbyt zajęta próbą zaoszczędzenia każdego centa na operację swojego chorego braciszka. Faktycznie możemy użyć jej jako kozła ofiarnego. Court przesunął palcem po tablecie, przełączając na kamerę w pokoju matki. Eve Harper siedziała po drugiej stronie łóżka, niewidoczna dla Sabriny.
Miała dwadzieścia osiem lat, ale wyglądała młodziej. Jej ręce były szorstkie od ciężkiej pracy, a ona sama nie była piękna w konwencjonalny sposób. Ale przez ostatnie cztery dni Court obserwował, jak traktowała jego matkę z czułością, której nikt inny nie okazywał. Czytała jej książki późno w nocy, śpiewała jej stare country piosenki, a w jej oczach widział łzy, gdy jego matka krzyczała z bólu.
Court rozumiał teraz, dlaczego Sabrina zatrudniła właśnie ją. Nie chodziło o znalezienie kogoś dobrego dla jego matki, ale o znalezienie kogoś zbyt słabego, by stanowić zagrożenie. Ale patrząc na Eve, Court widział coś, czego Sabrina całkowicie przegapiła – siłę. Nie siłę przemocy czy manipulacji, ale siłę czystej, nieugiętej dobroci.
– Muszę kończyć – powiedziała Sabrina. – Ta głupia Eve zaraz wróci z praniem. Zadzwonię później. Kocham cię, Colt.
– Też cię kocham, Sabrino. Niedługo będziemy mieli wszystko. Court obserwował, jak twarz Sabriny zmienia się z triumfalnego uśmiechu w wyraz fałszywego zmartwienia, gdy podeszła do łóżka jego matki. Była dobrą aktorką, musiał jej to przyznać.
– Jak się pani czuje? – zapytała Eve, wchodząc do pokoju. – Gorączka trochę spadła – odpowiedziała Eve. – Ale ból jest nadal silny.
Może powinniśmy zwiększyć morfinę? – Doktor powiedział, żeby trzymać się harmonogramu – odparła Sabrina ostro, po czym złagodziła ton. – To znaczy, nie chcemy jej przedawkować, prawda? Court byłby zdruzgotany, gdyby coś się stało.
Eve pokiwała głową, ale Court widział w jej oczach wątpliwość. – Idź, zrób sobie przerwę – powiedziała Sabrina. – Wyglądasz okropnie. Gdy Eve wyszła, maska Sabriny opadła.
Podeszła do łóżka i spojrzała na Lorraine z czystą odrazą. – Patrz na siebie. Żałosna stara kobieto. Twój potężny syn, ten wielki Court Maverick, najgroźniejszy człowiek w Teksasie.
A nawet on nie może cię uratować przed śmiercią. Lorraine otworzyła oczy. – Ty… ty nie jesteś dobrą kobietą.
Sabrina roześmiała się. – Nie, nie jestem. Ale twój syn jest zbyt zakochany, żeby to zauważyć. Albo może po prostu jest głupi.
Tak czy inaczej, za dwa tygodnie będę panią Maverick, a miesiąc później będę bogatą wdową. Court wyłączył tablet. Widział wystarczająco. Wiedział wystarczająco.
Usiadł w ciemności tajnego pokoju, kontrolując oddech, tak jak nauczył go ojciec – nigdy nie działaj z gniewu. Gniew czyni nieostrożnym, a nieostrożność zabija. Otworzył oczy. Jego umysł był już w trybie planowania.
Sabrina i Colt myśleli, że mają wszystko pod kontrolą. Da im jeszcze kilka dni obserwacji, pozna każdy szczegół ich planu, a potem zniszczy ich. Ale najpierw musiał upewnić się, że jedna osoba była bezpieczna – Eve Harper. Przełączył tablet na kamerę w małym pokoju na końcu korytarza.
Eve siedziała na krawędzi wąskiego łóżka, a jej ramiona trzęsły się. Płakała cicho. Na stoliku nocnym leżał jej telefon z wiadomością tekstową: „Rachunki za szpital wciąż rosną. Lekarze mówią, że Wyatt potrzebuje przeszczepu w ciągu trzech miesięcy.
Inaczej… Przepraszam, że cię o to proszę. – Gideon”. Court znał historię Eve.
Przeprowadził jej sprawdzenie, gdy Sabrina ją zatrudniła. Eve pochodziła z małego miasteczka, wychowała się w ubóstwie z dwoma młodszymi braćmi po tym, jak rodzice zginęli w wypadku. Jej starszy brat Wyatt umierał na niewydolność nerek i potrzebował przeszczepu, który kosztował ponad trzysta tysięcy dolarów. Młodszy brat Gideon studiował, pracując po trzy etaty, by pomóc pokryć koszty medyczne.
Court obserwował, jak Eve wyciera oczy, prostuje ramiona i wraca do pokoju jego matki. Wtedy podjął decyzję z absolutną jasnością. Sabrina i Colt zapłacą za to, co zrobili i planowali zrobić. Zapłacą tak drogo, że śmierć będzie dla nich ulgą.
Ale Eve Harper dostanie wszystko, co jej się należało za jej dobroć. Przez kolejne sześć dni Court obserwował i słuchał. Dowiedział się, że kobieta podająca się za Sabrinę Whitemore nazywała się naprawdę Miranda Calhoun – oszustka z Oklahomy, która miała za sobą sześć fałszywych tożsamości i czterech zaginionych bogatych mężczyzn. Dowiedział się, że Colt Reed pracował z nią od roku i że mieli już kupioną posiadłość w Meksyku, fałszywe paszporty i konta w rajach podatkowych.
Ale najbardziej dowiedział się jednej rzeczy – Eve Harper była najlepszym człowiekiem, jakiego kiedykolwiek spotkał. Obserwował, jak spędza każdą wolną chwilę z jego matką, jak ignoruje własne zmęczenie i ból. Pewnej nocy usłyszał, jak mówi do Lorraine: – Czasami boję się, że nie będę wystarczająco silna. Że zawiodę, tak jak zawiodłam Meadow.
Wiem, że miałam tylko szesnaście lat, gdy umarła, ale nadal czuję, że to była moja wina. Byłam najstarsza. Ale nie zawiodę Wyatta. Nieważne, co muszę zrobić.
Zdobędę pieniądze na jego przeszczep. Lorraine otworzyła oczy. – Jesteś dobrą dziewczyną – wyszeptała. – Mój syn powinien poznać kogoś takiego jak ty.
Court podjął decyzję. Jutro wróci z Meksyku. Jutro wszystko się zmieni. Następnego ranka Eve stanęła w kuchni, wpatrując się w horyzont.
Nie spała więcej niż dwie godziny, ale to nie miało znaczenia. Pani Maverick jej potrzebowała. Sprawdziła telefon po raz dziesiąty – żadnych dobrych wieści o Wyacie. Pracowała siedem dni w tygodniu po czternaście godzin dziennie, a to wciąż nie wystarczało.
– Mówienie do siebie to pierwszy znak szaleństwa – usłyszała za sobą ostry głos. Sabrina stała w drzwiach, ubrana w jedwabną piżamę, która prawdopodobnie kosztowała więcej, niż Eve zarobiła przez cały rok. – Chcę cię o coś zapytać, Eve. Czy myślisz czasami o kimkolwiek innym oprócz siebie?
– Myślę o pani Maverick – odpowiedziała Eve cicho. – Tak, szlachetnie. Powiedz mi, Eve, dlaczego właściwie tutaj jesteś? Z pewnością nie dla wspaniałej pensji.
Płacę ci dwadzieścia pięć dolarów za godzinę. To ledwo wystarczy na życie. Ale słyszałam, że masz chorego brata. Wyatta, prawda?
Potrzebuje przeszczepu nerki. Założę się, że jesteś zdesperowana. Zastanawiam się, jak daleko byś zaszła za pieniądze. Sabrina podeszła bliżej.
– Za dwa tygodnie wychodzę za mąż za Courta Mavericka. Stanę się panią tego domu. I kiedy to się stanie, pierwszą rzeczą, jaką zrobię, będzie twoje zwolnienie. Bez odprawy, bez referencji.
Wyrzucę cię stąd tak szybko, że twoja głowa się zakręci. I upewnię się, że nikt w całym Houston nigdy więcej cię nie zatrudni. – Dlaczego? Co pani zrobiłam?
– Istniejesz – uśmiechnęła się Sabrina. – Nie podoba mi się sposób, w jaki ta stara krowa patrzy na ciebie. Jakbyś była jej córką. Pani Maverick jest miłą kobietą.
– Pani Maverick umiera – przerwała jej Sabrina ostro. – Za kilka miesięcy będzie martwa i nikt nie będzie jej pamiętał. Więc zacznij pakować swoje rzeczy, Harper. Twój czas tutaj dobiega końca.
Gdy Sabrina wyszła, Eve wzięła głęboki oddech i wróciła na górę do pokoju pani Maverick. Ale pokój był pusty. – Pani Maverick? – zawołała spanikowana.
– Tutaj – wyszeptał słaby głos. Lorraine stała przy oknie, opierając się ciężko o parapet. Jej oczy były jaśniejsze niż kiedykolwiek. – Musimy porozmawiać, zanim będzie za późno.
Mój syn jest w niebezpieczeństwie. Sabrina nie jest tym, kim się wydaje. Zabije go. Zaplanowała to wszystko.
Eve poczuła, jak zimny dreszcz przechodzi jej przez kręgosłup. – Pani Maverick, morfina czasami powoduje splątanie… – Nie jestem splątana! – głos Lorraine był ostry.
– Słyszałam ją. Planują zabić Courta po ślubie. Ale ty… ty jesteś jedyną osobą, której mogę zaufać.
Lorraine wyjęła z kieszeni nocnej koszuli małą kartę pamięci. – Nagrałam ją wczoraj w nocy, gdy myślała, że śpię. Wszystko jest tutaj. Ukryj to.
Kiedy Court wróci, daj mu to. Błagam cię, zrób cokolwiek, ale upewnij się, że to zobaczy. Eve wzięła kartę pamięci. – Obiecuję.
Tego popołudnia Eve otrzymała telefon od mężczyzny nazwiskiem Wade Sullivan. – Pan Maverick prosił, żebym się z panią skontaktował w sprawie pani brata Wyatta. Zorganizowaliśmy jeden z najlepszych zespołów transplantacyjnych w kraju. Mogą przeprowadzić operację w ciągu tygodnia.
Wszystkie koszty zostaną pokryte. Eve usiadła ciężko na krześle. – Dlaczego pan Maverick miałby to robić? Nawet mnie nie zna.
– Pan Maverick ma swoje powody – odpowiedział Wade. – Pan Maverick wraca dziś wieczorem o szóstej. Myślę, że powinien z panią porozmawiać osobiście. O szóstej wieczorem czarna limuzyna podjechała przed główne drzwi rancza.
Court Maverick był jeszcze bardziej imponujący osobiście niż na zdjęciach – prawie sto dziewięćdziesiąt centymetrów wzrostu, szerokie ramiona, tatuaże oplatające umięśnione przedramiona. Ale najdziwniejsze było to, że gdy wszedł do domu i spojrzał w górę prosto na okno, gdzie stała Eve, na jego ustach pojawił się mały, porozumiewawczy uśmiech, jakby dokładnie wiedział, gdzie będzie. – Chodź – Sabrina złapała Eve za ramię. – Court chce spotkać cały personel.
W jadalni stało około dwanaście osób. Przy głowie długiego mahoniowego stołu stał Court Maverick. Gdy wszyscy się zebrali, Court przemówił:
– Dziękuję za przybycie na tak krótkie zawiadomienie. Po pierwsze, chciałbym podziękować pannie Eve Harper za jej niezwykłą opiekę nad moją matką.
To rodzaj oddania, który jest rzadki i cenny. Następnie jego głos stał się chłodniejszy. – Po drugie, dowiedziałem się pewnych rzeczy podczas mojej nieobecności. Rzeczy, które bardzo mnie zmartwiły.
– Kochanie, o czym mówisz? – zapytała Sabrina. – Zamknij się – powiedział Court cicho. Pokój zamarł.
– Powiedziałem: zamknij się, Miranda. Twarz Sabriny zbielała. – Nie wiem, o czym mówisz… – Twoje imię to Miranda Calhoun.
Urodziłaś się w Tulsa. Masz cztery wyroki za oszustwo, dwa za kradzież tożsamości i jeden nakaz aresztowania za domniemane morderstwo. Prawdziwa Sabrina Whitemore nie żyje od sześciu miesięcy. Jej ciało leży na dnie jeziora Travis.
Miranda rzuciła się w stronę drzwi, ale dwóch ochroniarzy już tam stało. Colt Reed osunął się na kolana. – Court, błagam, to nie ja. To była ona.
Zmusiła mnie. – Nie kłam, to tylko pogarsza sprawę. – Court odwrócił się do pozostałych. – Dla tych, którzy się zastanawiają, skąd to wszystko wiem – nigdy nie byłem w Meksyku.
Przez ostatnie dziesięć dni byłem tutaj, ukryty. Widziałem wszystko. Nagrałem wszystko. Dwóch policjantów weszło do pokoju.
W ciągu pięciu minut Miranda i Colt zniknęli. Court odwrócił się do Eve. – Panno Harper, czy mogłaby pani zostać przez chwilę? Gdy zostali sami, Court podszedł bliżej.
– Obserwowałem panią przez ostatnie dziesięć dni. Widziałem pani dobroć, cierpliwość, miłość. W świecie, w którym żyję, takie rzeczy są rzadkie. Wyciągnął kopertę.
– To jest czek na pięćset tysięcy dolarów. Wystarczy, by pokryć przeszczep pani brata i zostawić tyle, by nigdy więcej nie musiała się pani martwić o pieniądze. – Nie mogę tego przyjąć. To zbyt wiele.
– Może pani i przyjmie. – Court włożył kopertę w jej dłoń. – Ale to nie wszystko. Chciałbym zaproponować pani inną pozycję.
Nie jako pracownicy, ale jako rodziny. Moja matka panią kocha. A ja chciałbym panią lepiej poznać. Eve nie mogła oddychać.
– Panie Maverick, dlaczego mi pan pomaga? Court spojrzał na nią długo. – W świecie pełnym Mirand i Coltów znalezienie kogoś takiego jak pani to cud. A ja nie mam zamiaru pozwolić cudom mi umknąć.
Trzy tygodnie później Eve stała w szpitalu, patrząc przez szybę na brata, który spał spokojnie po operacji. Doktor Peterson zapewnił ją, że przeszczep był całkowitym sukcesem. Court Maverick zadzwonił do niego osobiście, przerywając urlop w Szwajcarii. – Ten człowiek wydał ponad pół miliona dolarów, żeby uratować naszego brata – powiedział Gideon, stając obok niej.
– Jest w tobie zakochany. Wiesz o tym, prawda? – Nie bądź śmieszny. Ledwo mnie zna.
– Za każdym razem, gdy go widzę, patrzy na ciebie, jakbyś była jedyną osobą w pokoju. Następnego dnia Eve wróciła na ranczo, gdzie zastali robotników wnoszących dekoracje. – Pan Maverick organizuje przyjęcie dla swojej matki – wyjaśniła Estrella. – Mówi, że zawsze chciała wielką fiestę.
Wieczorem ranczo zostało przekształcone w coś z bajki. Tysiące świateł wisiały na drzewach, orkiestra grała miękką muzykę country, a w centrum wszystkiego, w fotelu wyściełanym poduszkami, siedziała Lorraine Maverick uśmiechnięta przez łzy. – Zatańczysz ze mną? – Court wyciągnął rękę do Eve.
Gdy tańczyli, Court powiedział cicho: – Moja matka mówi mi codziennie, że jestem głupcem, jeśli cię stracę. – Nie stracisz jej. – Nie mówię o mojej matce. Mówię o tobie.
Przez wszystkie lata, przy całej tej mocy i pieniądzach, nigdy nie czułem się kompletny. Aż do dnia, gdy zobaczyłem cię przez te kamery, czytającą mojej matce poezję w środku nocy. W tej chwili coś się we mnie zmieniło. Eve poczuła łzy palące za powiekami.
– Potrzebuję czasu. To wszystko dzieje się tak szybko. – Weź cały czas, jakiego potrzebujesz. – Court przyciągnął ją bliżej.
– Nie idę nigdzie. Tej nocy Lorraine chwyciła rękę Eve. – Obiecaj mi, że będziesz przy nim, gdy odejdę. Obiecaj, że dasz mu szansę na szczęście.
– Obiecuję – wyszeptała Eve. Lorraine Maverick zmarła sześć tygodni później, z Courtem trzymającym jedną rękę i Eve w drugą. Jej ostatnie słowa były proste: – Dbajcie o siebie nawzajem. Pogrzeb był ogromny.
Tej nocy Court załamał się w ramionach Eve, płacząc za matką, za latami, które stracił, za chłopcem, którym kiedyś był. A Eve trzymała go, szepcząc, że nie jest sam. Pewnego marcowego poranka Court przyciągnął Eve do siebie. – Przez ostatnie sześć tygodni próbowałem dać ci przestrzeń.
Ale nie mogę już dłużej udawać, że nie chcę cię przy sobie każdego dnia, każdej nocy, na zawsze. – Court, myślisz, że cię nie kocham? – Eve roześmiała się przez łzy. – Jak mogłam nie zakochać się w mężczyźnie, który uratował życie mojego brata, który dał swojej matce najpiękniejszy ostatni dar, który płakał w moich ramionach i pokazał mi swoje serce?
Court pocałował ją. To nie był delikatny pocałunek. To był pocałunek człowieka, który całe życie czekał na ten moment. – Kocham cię, Eve Harper – wyszeptał.
– Kocham cię tak bardzo, że boli. – Ja też cię kocham. Kilka miesięcy później Court znalazł list od matki w pudełku z jej rzeczami. „Wiedziałam pierwszej nocy, gdy ją zobaczyłam, że była wyjątkowa.
Poślub ją, kochaj ją, daj jej dzieci i dom pełen śmiechu”. Court opadł na jedno kolano w ogrodzie, otwierając aksamitne pudełko z pierścionkiem. – Eve Harper, jesteś najlepszą rzeczą, jaka kiedykolwiek mi się przydarzyła. Czy wyjdziesz za mnie?
– Tak – wyszeptała przez łzy. – Tysiąc razy tak. Ślub odbył się w marcu, w ogrodzie rancza, pod łukiem oplecionym dzikimi różami. Wyatt i Gideon eskortowali Eve przez przejście, obaj ze łzami w oczach.
Rok później urodziła się ich córka Grace, a dwa lata później syn Travis. Dziesięć lat później Court stał w tym samym ogrodzie, trzymając rękę żony, obserwując, jak ich dzieci biegają przez trawę. – Myślisz kiedyś o tym dniu? – zapytała Eve.
– Dniu, w którym postanowiłeś się ukryć i obserwować Sabrinę? – Każdego dnia – odpowiedział Court, całując jej knykcie. – To była najlepsza decyzja, jaką kiedykolwiek podjąłem. Myślałem, że wszystko, czego potrzebuję, to władza.
Ale myliłem się. Wszystko, czego kiedykolwiek potrzebowałem, było tu, z tobą, z naszą rodziną. Eve wstała na palce i pocałowała go miękko. – Kocham cię, Court Maverick.
– Kocham cię bardziej, Eve Maverick. Gdzieś w ciepłym teksańskim wietrze można było niemal usłyszeć głos Lorraine Maverick, szepczący słowa, które wypowiedziała tyle lat temu: „Dbajcie o siebie nawzajem. Obiecajcie mi”. I obiecali.
I dotrzymali.


