Moja teściowa dostała klucze do mojego mieszkania, bo jej ufałam. Wróciłam z pracy wcześniej i znalazłam u siebie imprezę – obcych ludzi, szampana, muzykę, a w pokoju mojej córki płaczące dziecko….

Moja teściowa dostała klucze do mojego mieszkania, bo jej ufałam. Wróciłam z pracy wcześniej i znalazłam u siebie imprezę – obcych ludzi, szampana, muzykę, a w pokoju mojej córki płaczące dziecko....

Drzwi wejściowe były uchylone. W środku grała muzyka, ktoś się śmiał, a z korytarza dobiegał zapach perfum zmieszany z alkoholem. Marta stała na klatce schodowej, czując, jak serce podchodzi jej do gardła. Nie otworzyła tych drzwi.

Thumbnail

Zrobiła to Elżbieta, bo to Elżbieta dostała od niej klucze, kiedy jeszcze ufała. Adam wypadł z tłumu gości, złapał ją za łokieć i syknął: „Marta, nie zaczynaj”. Odepchnęła go i wbiegła do środka. W pokoju dziecięcym na łóżku siedziała Zuzia, tyłem do drzwi, i pociągała nosem.

Nie rzuciła się matce w ramiona. Marta wzięła ją na ręce, ostrożnie, jakby dziecko było z kryształu, i położyła na narzutę. Potem wyszła na korytarz, gdzie Elżbieta rozlewała szampana i szczebiotała do gości o tym, jaka to wspaniała impreza. „To twój jubileusz, Marty” – powiedziała teściowa z uśmiechem, który nie sięgał oczu.

„Nie psuj nam wszystkim wieczoru”. Marta milczała. Poszła do sypialni, otworzyła skrzynkę elektryczną, białe drzwiczki, i przestawiła jeden bezpiecznik. Potem wróciła do salonu i oficjalnym tonem oznajmiła: „Nastąpiła awaria.

Elektryczności nie będzie do rana, możliwe, że do południa”. Zrobiło się ciemno. Tłum rzucił się do wyjścia, popychając się w panice. W ciemnym salonie ktoś krzyknął, ktoś uderzył się o stół, a Elżbieta zawołała z drugiego końca pokoju, że to skandal.

Marta stała przy ścianie i patrzyła, jak goście znikają w drzwiach, jedni ze złością, inni z zażenowaniem. Adam podszedł do niej w ciemności i wyszeptał: „Przecież ci tłumaczyłem, że to tylko na godzinę”. Odwróciła się i poszła do kuchni. Tam z apteczki wyjęła tabletki uspokajające, popiła wodą, a potem weszła do pokoju Zuzi i zamknęła za sobą drzwi.

Rano wezwała firmę sprzątającą do prania chemicznego kanapy i dywanu. Spakowała szczoteczkę do zębów Adama, jego laptop, wszystko, co należało do niego, i ustawiła przy drzwiach. Dzwonek rozległ się krótko, nerwowo. Przez wizjer zobaczyła Adama, ale nie otworzyła.

Zza jego pleców wyłoniła się Elżbieta – wciąż w szoku, z nienawiścią w oczach. Marta odwróciła się i poszła z powrotem do kuchni.