Poranki mam zawsze takie same. Wstaję, idę do kuchni, ręce same wiedzą, co robić. Boris już na mnie czeka, jego złota sierść przyprószona siwizną, ale oczy wciąż spokojne i uważne. Mówię do niego, właściwie do siebie, a on słucha, bo zawsze słucha.

Człowiek przyzwyczaja się do wszystkiego, nawet do pustki. Ale tego dnia coś było inaczej. Nie wiem, może przeczucie, może te listy, które leżały na wycieraczce. Zanim zdążyłem po nie sięgnąć, Boris podbiegł do drzwi, zaczął merdać ogonem.
Wiedział, zanim ja wiedziałem. Kamil wszedł pierwszy, pewnym krokiem, jakby wracał do siebie. Ja stałem przy oknie, patrząc na ulicę, na ludzi, którzy nie wiedzą, że moje życie własnie się kończy. A on patrzył na mnie, jak zawsze, tylko tym razem nie wiedziałem, co widzi.
Powiedziałem cicho, bardziej do siebie niż do niego: “No i widzisz”. Nie odpowiedział. Cisza między nami rosła, ale Boris stał między nami, jakby pilnował, żebym się nie rozpadł. Następnego dnia zebrałem się i poszedłem do przychodni.
“Pan do którego lekarza? ” — zapytała recepcjonistka. “Do rodzinnego” — odpowiedziałem. Wszedłem do gabinetu, usiadłem, a lekarz patrzył na moje wyniki, na te cyfry, które mówiły więcej niż słowa.
“Nie ma podstaw do jego podważenia” — powiedział. “Wszystko jest do ogarnięcia”. Ale ja wiedziałem, że to nie jest takie proste. Po wizycie zadzwoniłem do Magdy.
Słychać było, że jest zajęta, że świat jej się kręci, a ja stoję w miejscu. “Słuchaj, jest coś, o czym musimy porozmawiać” — powiedziałem. “No to pogadamy” — odpowiedziała i się roześmiała, ale to był śmiech, który niczego nie obiecywał. Wróciłem do domu i patrzyłem, jak Boris krąży po pokoju, jak obwąchuje każdy kąt, jakby coś czuł.
Z czasem wszystko zaczęło się zlewać. Poranki, wieczory, jeden podobny do drugiego. Pamiętam, jak Boris podbiegł do drzwi, kiedy przyszedł list. Zwykła koperta, bez nadawcy, tylko ich nazwiska.
Otworzyłem ją drżącymi rękami, a w środku były słowa, które przewróciły mój świat do góry nogami. Siedziałem w salonie, patrząc na Borysa, który położył łeb na moim kolanie, jakby chciał powiedzieć, że będzie dobrze. Ale nie było dobrze. Bo to, co przeczytałem, nie dawało mi spokoju.
Wiedziałem, że muszę coś zrobić, ale nie wiedziałem jeszcze co. Po godzinie usłyszałem dzwonek do drzwi. Kurier przyniósł karton. Boris podszedł do miski, popatrzył, potem na mnie, potem znowu na miskę.
“A no tak” — powiedziałem i wsypałem mu karmę. Wiedziałem, że to niczego nie zmienia, ale przynajmniej jego mogłem nakarmić. Przez wiele dni chodziłem jak we mgle. Wspominałem wszystko, każdą chwilę, każdy gest.
Widziałem go w tym domu, jak chodził od pokoju do pokoju, jak coś naprawiał, jak się śmiał z byle czego. Zawsze był pierwszy do roboty, zawsze wiedział, co trzeba zrobić. A teraz miałem zrobić coś, czego nie chciałem robić. Pewnego dnia powiedziałem do Borysa: “Trzeba jak najszybciej iść do notariusza”.
On popatrzył na mnie, jakby rozumiał, o czym mówię. Tego samego dnia zadzwoniłem i umówiłem się na spotkanie. Nie wiedziałem jeszcze, co powiem, ale wiedziałem, że muszę to zrobić. Kiedy wróciłem do domu, Boris stał przy drzwiach, jakby na mnie czekał.
“No widzisz” — powiedziałem do siebie, a potem do niego. “Wszystko będzie dobrze”. Ale nie byłem pewien, czy to prawda. Następnego dnia do drzwi zapukała Magda.
Weszła, rozejrzała się, a potem zapytała: “Gdzie on jest? “. Nie odpowiedziałem od razu. Patrzyłem na nią, na tę kobietę, która kiedyś była częścią mojego życia, a teraz stała obca, w moim domu, zadając pytania, na które nie chciałem odpowiadać.
Boris obszedł ją dookoła, obwąchał, a potem usiadł przy moich nogach. “Nie ma go” — powiedziałem cicho. “Wiedziałam” — odpowiedziała, a w jej głosie było coś, czego nie potrafiłem nazwać. Siedzieliśmy w milczeniu.
Ja patrzyłem na nią, ona patrzyła na Borysa, a pies patrzył na drzwi, jakby czekał na kogoś, kto nigdy nie wróci. Po chwili wstałem i poszedłem do kuchni. “Jest coś do jedzenia? ” — zapytała, ale to pytanie nie miało znaczenia.
Wiedziałem, że nie o jedzenie jej chodzi. Kiedy wróciła do salonu, powiedziałem: “Mam coś do powiedzenia”. Ale zanim zdążyłem skończyć, Boris podszedł do drzwi i zaskomlał. To był dźwięk, który znałem zbyt dobrze.
To był dźwięk, który oznaczał, że coś się dzieje. Otworzyłem drzwi, ale nikogo tam nie było. Tylko wiatr, liście, pustka. “To nic” — powiedziałem do Borysa, ale on nie wracał do środka.
Stał na progu i patrzył w dal, jakby widział coś, czego ja nie widziałem. Magda wstała, podeszła do okna. “Co się dzieje? ” — zapytała, ale w jej głosie nie było troski, tylko coś, co brzmiało jak oskarżenie.
“Nie wiem” — odpowiedziałem i to była prawda. Minęło sporo czasu, zanim wróciła do swojego świata. Ja zostałem z Borysem, z tym psem, który patrzył na mnie, jakby wiedział, że nadchodzi koniec. “No widzisz” — powiedziałem do niego, a on położył łeb na moim kolanie, jakby chciał powiedzieć, że zostanie ze mną, cokolwiek się stanie.
I to było wszystko, co miałem. Psa, wspomnienia i pytania, które nie dawały mi spać. Ale wiedziałem, że muszę iść dalej, choć nie wiedziałem dokąd.


