Kiedy wróciłem z tygodniowego wyjazdu służbowego, pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to świeży zapach farby w przedpokoju. Ściany, które przez dwadzieścia lat były w kolorze ciepłego kremu, teraz lśniły chłodną szarością. Pomyślałem, że może to pomyłka, może robotnicy coś schrzanili, ale wszedłem dalej i zobaczyłem, że cały dół domu wyglądał inaczej. Nowe meble, zmieniony układ, a w salonie, tam gdzie stał fortepian Mateusza, stało teraz biurko z jasnego dębu.

Zatrzymałem się w progu. Serce biło mi szybciej, ale starałem się nie panikować. Może Marta, moja synowa, postanowiła coś odświeżyć, może chciała mi zrobić niespodziankę. Ale to nie wyglądało na niespodziankę.
To wyglądało jak czyjś dom, do którego ktoś się wprowadził. Poszedłem do kuchni, gdzie Marta stała przy blacie i sączyła kawę. Uniosła wzrok, ale nie uśmiechnęła się.
„Wróciłeś


