Ciężkie, sine chmury wisiały nad Burionkinem, a drobny deszcz padał bez przerwy. Ziemia na farmie rozmiękła, zamieniając się w szarą breję. Rusłana spieszyła do głównego budynku, krokiem zamaszystym i dumnym. Od urodzenia natura obdarzyła ją nie tylko urodą, ale i niezwykle dźwięcznym głosem.

Jej matka, Maria Pietrowna, całe życie pracowała z krowami i była uważana za najlepszą dojarkę w zakładzie. Miała jednak cichy, potulny charakter i znosiła wszystkie zniewagi, płacząc w domu po każdej awanturze. Rusłana postanowiła, że skoro Bóg dał jej głos, nie będzie milczeć. Zawsze mówiła głośno, za siebie i za matkę.
Przy wejściu do obory kierownik farmy, Oleg Jewgieniewicz Bieznosow, rugał zebrane dojarki. „Jak wyglądacie, straszydła? Dlaczego fartuchy są spłowiałe? Gdzie firmowe fartuchy z logo, które wam wydano?
Mario Pietrowno, kierownictwo zaraz tu będzie, a u was zamiast personelu cygański tabor.


