Sąd był pełny. Zapowiadała się sprawa stulecia. Zaczęłam czytać pozew, który kancelaria Nowaka i Wspólnicy przygotowała przeciwko mnie. „Kornelia żąda miliona 800 000 zł odszkodowania karnego i sądowo nakazanych publicznych przeprosin” – przeczytałam na głos.

Nie mam nawet 10 000 zł w tej chwili. Jeśli to pójdzie do sądu, będę zadłużona do końca życia. Wyjaśniłam podchodząc do mojego sejfu, że to polubowne rozwiązanie z korzyścią dla wszystkich. Barbara pochyliła się do przodu.
„Kornelia, masz 24 godziny, żeby przemyśleć sprawę. Pieniądze są na koncie. Jeśli jutro do południa nie podpiszesz ugody, będziemy zmuszeni złożyć odpowiedź na pozew”. Siadaj do samochodu.
Siadaj do cholernego samochodu. Sięgnęłam do torebki i wyciągnęłam telefon. I wtedy to zobaczyłam. Telefon Kornelii zapikał.
Patrzyła na ekran, a jej twarz stężała. Damian stał przy drzwiach. „Dobrze. W takim razie my też mamy dowody”.
Odwrócił się do Barbary. Jego wiceprezes do spraw operacyjnych, błyskotliwa kobieta o imieniu Sara, która odeszła z Google, żeby dołączyć do jego zespołu, zapukała do drzwi. „Damian. Musimy porozmawiać.
Dzwonię do prawników, dzwonię do inwestorów, ale w tej chwili nie mam dostępu do środków, żeby wam zapłacić”. Sara podeszła do niego. Ich zaufanie do niego zostało zniszczone. Zadzwonił do mnie.
Kiedy przybył do mojego penthausu 20 minut po zakończeniu rozmowy telefonicznej, była położona twarzą do dołu. „Ten czek jest na 20% udziałów w twojej firmie”. Pochyliłam się do przodu. Spółka LLC została skapitalizowana 6 miesięcy temu pojedynczą wpłatą w wysokości miliona 100 000 zł.
Damian pochylił się do przodu. Całkowite zadłużenie wynosiło ponad 750 000 zł. „To jest gwóźdź do trumny, Hanno. Widzi pani tę początkową wypłatę 180 000 zł?
Poszła bezpośrednio do luksusowego salonu samochodowego. Możemy ich aresztować do rana”. Jedziemy do szpitala! Dlaczego do szpitala?
Zapytała Kornelia, wsuwając telefon do kieszeni. Zrobiłam krok do przodu, blokując jej drogę do drzwi. „Damian powiedział do Barbary. I ty do mnie podeszłaś.
A 20 minut później nie mogłam ruszyć nogami, nie mogłam mówić”. Poszłam do prywatnej kliniki następnego ranka. Wyciągnęłam telefon i przeszłam do zabezpieczonego folderu. Podniosłam ekran do jej twarzy.
Przesunęłam do następnego obrazu. Jej ręka poleciała do ust. „Otworzył ciężkie drzwi do poczekalni. Wpuściłem cię do mojego życia.
Wpuściłem cię do mojej rodziny”. Ekran był już otwarty na kamerze jej Instagram story. Mam 500 000 ludzi w kieszeni. To była przerażająca zmiana do zaobserwowania.
Ludzie szepnęła do telefonu. „Idę do sądu”. Joanna argumentowała do zestawu słuchawkowego. „Możemy uzyskać zakaz publikacji do południa”.
Odwróciłem się do Joanny. „Chcę, żebyś zadzwoniła do jej prawnika”. Ława przysięgłych pochyliła się do przodu. Zatrudniliśmy doktora Arysz, biegłego grafologa, który spędził 20 lat w centralnym biurze śledczym policji.
Joanna zwróciła się do sędziego. Zobaczyłam moment, w którym dotarło to do niej. Joanna odwróciła się do sędziego. „Zostało ono dołączone do pakietu dowodów wysłanego do pańskiej kancelarii dziś rano”.
Sędzia zwrócił się do woźnego.


