Damian stał tyłem do drzwi, gdy weszłam do kuchni na drżących nogach. Filiżanka herbaty stała na blacie, a w środku unosiły się drobinki, których tam nie powinno być. Serce waliło mi jak oszalałe, ale musiałam grać dalej. „Damian, wróć do salonu” – powiedziałam, starając się, by głos nie drżał.

Usiadłam obok niego, przytuliłam filiżankę do ust. Wypiłam kilka łyków, czując, jak gorący płyn spływa do żołądka. Potem wstałam, mówiąc, że muszę do łazienki. W toalecie wylałam całą zawartość do umywalki, patrząc, jak herbata znika w odpływie.
Wiedziałam, że nie mogę jej zostawić w organizmie. Wstałam cicho i poszłam do kuchni, gdzie w szafce znalazłam lekarstwo, które Damian zażywał na serce. Kilka tabletek wylądowało w mojej kieszeni. Pojechałam do pracy jak zwykle, do apteki, i tam wymieniłam je na coś, co miało odwrócić skutki trucizny.
Wieczorem wróciłam do domu. Usiedliśmy do kolacji, a Damian spojrzał na mnie z udawaną troską. „Jak się czujesz? ” – zapytał.
„Dobrze. Tylko trochę zmęczona” – odpowiedziałam, uśmiechając się słabo. Pokiwał głową i poszedł do kuchni. W piątek rano wyszedł wcześniej do pracy.
A ja, gdy zostałam sama, podeszłam do jego laptopa. Nie był zabezpieczony hasłem do systemu, tylko do niektórych plików. Jedno z haseł, które znałam, otworzyło dostęp do dokumentu, który zmroził mi krew. Ubezpieczenie na życie na 200 000 zł.
I notatka: „200 000 zł wystarczy na nasz nowy start”. Łzy popłynęły mi po twarzy same, cicho, bez szlochu. Po prostu łzy. Pojechałam do pracy jak automat.
Wzięłam filiżankę, przytuliłam do ust, udając, że piję. Ale nie wypiłam ani kropli. I wiedziałam dokładnie, do kogo pójdę. Do Heleny, jego matki.
Zadzwoniłam do jej drzwi w sobotę rano. Weszłam do środka i powiedziałam jej wszystko o tym, co widziałam. Damian wsypuje coś do mojej herbaty. Ubezpieczenie na życie.
Plan na nowy start. Helena posmutniała, ale w jej oczach pojawił się zimny błysk. „Wartość może 100 000, ale to jest duża działka, prawie 2 hektary, z dwoma budynkami” – powiedziała, wyjmując z szuflady pożółkły notes i pióro. „Zadzwonię do niego w przyszłym tygodniu.
”
Wróciłam do domu przed powrotem Damiana. Gdy otworzył drzwi, uśmiechnęłam się do niego. „Dawno do niej nie poszłaś” – powiedział, spoglądając na mnie podejrzliwie. „Nie czułam się dobrze” – odpowiedziałam spokojnie.
Damian przytaknął i poszedł do kuchni. Wzięłam filiżankę, którą mi podał, i przytuliłam do ust, udając, że piję. Wiedziałam, że muszę być ostrożna. „No dobrze” – powiedział do telefonu.
„W czwartek nie poszłam do pracy. ” Podeszłam do okna w salonie, patrząc na ulicę. „Za dwa dni pojedziemy do Poznania” – wymamrotał. Wróciłam do łóżka.
48 godzin do wyjazdu, 48 godzin do końca tej koszmarnej gry, 48 godzin do prawdy. W czwartek rano wsiadłam do samochodu, powoli, udając słabość. Damian myślał, że to jego ostatni weekend ze mną, że wróci do Wrocławia sam z 200 000 zł i nowym życiem z Elizą. Dojechaliśmy do posiadłości Heleny około południa.
Grałam swoją rolę do końca. „Mogliśmy pójść do lekarza we Wrocławiu” – powiedziałam słabo, gdy weszliśmy do środka. Doktor podszedł do mnie z profesjonalnym uśmiechem. „Możemy wrócić do domu i to cicho, Damian” – powiedziałam, gdy próbował mnie powstrzymać.
Helena podeszła do syna. „Pan pójdzie do więzienia, panie Damian” – powiedziała twardo. „Dodatkowo zapłacisz jej odszkodowanie w wysokości 200 000 zł, dokładnie tyle, ile miałeś dostać z jej śmierci. Pójdziesz do więzienia na minimum 15 lat.
”
Odwróciłam się do Elizy, która stała w drzwiach. Wyjechał do Szczecina. Helena zaproponowała, że pojedziemy razem do Poznania. I nagle przypominam sobie tamtą październikową noc, kiedy pobiegłam do kuchni i zobaczyłam jak Damian wsypuje coś do mojego naparu.
Pukanie do drzwi przerywa moje rozmyślania. Uśmiecham się do niej. Wsiadamy do samochodu Heleny.
I ruszamy do Poznania.


