Usiadłam naprzeciwko mojego ojca, który właśnie rozpoczynał kolejną z tych swoich opowieści o dawnych czasach, gdy był na froncie. Mruknęłam cicho, a on odpowiedział coś w rodzaju: „Tylko nie zaczynaj znowu o swojej pracy”. Nachyliłam się ku niemu, niemal szepcząc: „Dziś wieczorem lecę”. Przerwał, unosząc wzrok znad talerza.

Wiedział, że nie chodzi o zwykły lot. Wiedział, że chodzi o coś, o czym nigdy nie mówię. Ale jego podejście było takie, jak zawsze: pobłażliwe, protekcjonalne, zerkające na mnie jak na dziecko, które bawi się w wojnę.


