Stałam w kuchni, a Oliwia weszła bez pukania, uśmiechnięta, z sernikiem w rękach. „Tylko nie dzwoń do Marcina z pretensjami” – rzuciła, a mój świat zatrzymał się na sekundę. Potem wyciągnęła notes…

Stałam w kuchni, a Oliwia weszła bez pukania, uśmiechnięta, z sernikiem w rękach. „Tylko nie dzwoń do Marcina z pretensjami” – rzuciła, a mój świat zatrzymał się na sekundę. Potem wyciągnęła notes...

Siedziałem w swoim pokoju, patrząc przez okno na bloki, które znałem od dziecka. Dwa pokoje, mała kuchnia, balkon z widokiem na osiedlową szarość. Moje życie właśnie wracało do punktu, z którego kiedyś próbowałem uciec. Marcin co miesiąc wysyłał pieniądze na opiekunkę, leki, jedzenie, taksówki do przychodni, rehabilitację.

Thumbnail

Ja siedziałem tutaj, przy matce, i powoli przestawałem pamiętać, że kiedyś miałem gdzieś indziej być.