Siedziałem w swoim pokoju, patrząc przez okno na bloki, które znałem od dziecka. Dwa pokoje, mała kuchnia, balkon z widokiem na osiedlową szarość. Moje życie właśnie wracało do punktu, z którego kiedyś próbowałem uciec. Marcin co miesiąc wysyłał pieniądze na opiekunkę, leki, jedzenie, taksówki do przychodni, rehabilitację.

Ja siedziałem tutaj, przy matce, i powoli przestawałem pamiętać, że kiedyś miałem gdzieś indziej być.


