Mój syn z żoną mieli pomieszkać u mnie „dwa miesiące, najwyżej trzy”. Przyjechali z siedmioma pudłami i ekspresem do kawy wielkości telewizora. Na początku było nawet miło – dom ożył, ktoś rano…
Obudziłem się kilka minut przed siódmą. Nie dlatego, że musiałem. Po prostu organizm w moim wieku uznał, że spanie to strata czasu. Luna już stała w drzwiach, ogonem waliła o framugę, jakbyśmy nie widzieli się od tygodnia. „Dobrze, dobrze, już wstaję” – mruknąłem. Wyszliśmy do ogrodu. Poranek był ciepły, trawa mokra od rosy. Luna obeszła … Read more